Jakiś czas temu po raz kolejny do zabetonowanej opinii publicznej przebił się pomysł, że religia w szkołach nie powinna być finansowana z budżetu państwa, projekt trafił do sejmu w mało fortunnym momencie, ale dobrego momentu nie było od 25 lat. Żadna partia rządząca łącznie z tymi pseudolewicowymi nie postawiła się nigdy kościołowi, obecna po prostu stosuje odrobinę mniej wazeliny, ale wystarczy gorzkich żali. Projekt oczywiście podpisałam, nie licząc totalnie na nic. Co do samej religii - zawsze znajdzie się ktoś, kto przy okazji takiej dyskusji zarzuci argument typu "och, religia w szkołach jest spoko, ale niech dzieci poznają RÓŻNE RELIGIE, niech będzie jakiś pluralizm światopoglądowy, jakaś dyskusja itp." Że niby religioznawstwo w szkołach to dobry pomysł.
Chuja tam. Co rusz słyszy się, że program szkolny jest przeładowany, że brak czasu na przygotowania do matury/egzaminów gimbazjalnych/egzaminów na zakończenie żłobka, tak więc z pewnością jeżeli zamienimy dwie godziny tygodniowo pieprzenia o starożytnym żydowskim zombie (w najlepszym wypadku, w najgorszym zaś o płaczu mordowanych embrionów) na dwie godziny pieprzenia o żydowskim zombie vs pustynnym pedofilu, to poprawi to sytuację w szkołach. Bo będzie pluralizm i dyskusja. W sumie to o czym tu można dyskutować? O tym, czy odpowiednio wypoziomowana kropka na czole zapobiega nieczystości miesiączkującej kobiety? A może o tym, czy umieszczanie penisa w niewłaściwym otworze ciała powoduje spłonięcie w ogniu, czy tylko tymczasowe oddelegowanie do otchłani? A może powinny być to zajęcia z savoir vivre'u traktujące o tym, że niektórych nie częstuje się mięsem w piątek, innych alkoholem, nie nalezy rysować karykatur proroka ani proponować katolikom seksu w gumie? Jeżeli tak to życzyłabym sobie również lekcji poświęconej spaghetti, piwu i piratom. Jeżeli mam poważnie traktować ludzi, którzy wierzą w zapłodnienie dziewicy przez siły nadprzyrodzone, to chciałabym również poważnego traktowania wiary w UFO.
Bardzo podobał mi sie podręcznik do polskiego, który kiedyś przeglądałam i w którym fragmenty Biblii zostały ujęte w rozdziale o mitologiach obok mitów indiańskich i greckich. Myślę, że podstawy konieczne do zrozumienia tekstów kultury można spokojnie omówić na języku polskim i wiedzy o kulturze i to by było na tyle, jeśli chodzi o omawianie w szkole enigmatycznych tekstów spisanych dwa tysiące lat temu przez najaranych oszołomów na pustyni (czekam na pozew). Czego natomiast brakuje w programie szkolnym i co warto byłoby moim zdaniem wprowadzić?
Po pierwsze - podstawy prawa i ekonomii. Niby coś tam jest na WOSie i przedsiębiorczości, niemniej jednak drugi przedmiot jest kolejnym dziwnym zapychaczem o nazwie z dupy, gdzie co prawda teoretycznie pisaliśmy biznesplan i CV, jednak bez żadnego odniesienia do realiów. Jeden semestr ekonomii na studiach skupiał się na teoriach XIX-wiecznych, zapodając absolutne podstawy takie jak prawo popytu i podaży w sposób bardziej suchy niż notka na wikipedii - myślę, że osoba po liceum powinna owe podstawy znać. O Marksie było coś tylko dlatego, że na ostatnim roku pojawił się w miarę zainteresowany tematem doktorant. Potem trzy czwarte społeczeństwa ze zdaną maturą myśli, że jakiś bliżej niezidentyfikowany układ trzyma ich piniondze, które powinien rozdać, bo ludzie nie majo, i zapewnić wszystkim pracę, względnie że obniżenie podatków to magiczna recepta na rozwój gospodarczy.
Po drugie w ramach nauk przyrodniczych zamiast mielenia szczegółów podziału plechy przydałoby się wprowadzić podstawy metodologii badań naukowych. Ponownie mam tutaj na myśli rozmaitej maści ignorantów typu antyszczepionkowcy czy zwolennicy homeopatii - wiem, że oszołom pozostanie oszołomem choćby wysłać go na kurs uniwersytecki z biologii, ale nawet bardziej od oszołomów wkurwiają mnie ludzie, którzy gdzieś coś usłyszeli i uważają, że może coś w tym jest i że przecież koncerny farmaceutyczne zarabiają piniondze, więc może coś w tym jest i w ogóle. Bo na kwejku pisali, że w szczepionkach jest rtęć, a ciocia męża sąsiadki wyleczyła raka pestkami owoców.
Po trzecie - edukacja seksualna połączona ze zdrowotną. Potrzeby rzetelnej informacji o antykoncepcji, fizjologii czy stawianiu granic nie trzeba raczej uzasadniać, a dla ludzi, którzy uważają, że to rodzice powinni edukować dzieci w tym temacie, odpowiedź jest prosta - może i powinni, ale nie edukują. Dodatkowo brakuje w programie wiedzy o profilaktyce zdrowotnej, genezie i leczeniu chorób (chociażby o tym, że jest wiele rodzajów raka i że mają one różne przyczyny i różne rodzaje terapii).
Gdybym była dyktatorką, to pomijając wyżej wymienione zmiany w programie szkolnym, wprowadziłabym natychmiast podpisaną w nocy ustawą trzy reformy. Po pierwsze, kary pieniężne za nieprzyjście do lekarza na umówioną wizytę bez odwołania telefonicznego. Kojarzycie ten motyw, jak przychodzi się na wyczekiwaną od miesięcy wizytę u specjalisty i okazuje się, że większość osób nie przyszła? Po drugie, akcyza na cukier i białą mąkę, bo to takie samo gówno jak alkohol i papierosy. Po trzecie, delegalizacja nagrań i wykonywania utworów zespołu Dżem. Za "Whisky moja żono" grane na deptaku na rozstrojonej gitarze - kołchoz.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 marca 2016
czwartek, 30 października 2014
Kościół vs operator - dwie anegdotki
Jak wiadomo, na większości kościołów w Polsce zamontowane są stacje bazowe GSM. Rzecz jasna parafie zyskują na tym niezłą kasę i tak sobie myślę, że naginając przepisy prawne (dość mocno) można by im wytoczyć proces o udostępnienie niezbędnej infrastruktury na podstawie TFUE. Ale ja nie o tym.

Był sobie kościół, na którym anteny nie wyglądały bynajmniej tak jak na powyższym obrazku. Wręcz przeciwnie, nie rzucały się w oczy, ponieważ zostały wmontowane w piękny krzyż nad wejściem. Nie było widać żadnych kabli, ale w końcu ktoś wyczaił, jak wygląda sytuacja i pojawiły się oskarżenia o profanację, pikiety pod kościołem itp. Ksiądz dogadał się z operatorem, operator poszedł mu na rękę i zafundował mosiężny krzyż nad wejściem. Anteny zostały umieszczone na wieży, szpecąc cały budynek. Ba doom tss.
Z kolei inny ksiądz, zdenerwowany faktem, że ludzie na mszy korzystają z telefonów, zamontował zagłuszacze sygnału. Wszystko ładnie pięknie, tyle że na posiadanie takich urządzeń trzeba mieć zgodę Urzędu Komunikacji Elektronicznej. A że sygnał był zagłuszany w promieniu jakichś 500 metrów, to dość prędko ktoś to wyczaił. Poleciała skarga do UKE. 50 000 kary, lol.

Był sobie kościół, na którym anteny nie wyglądały bynajmniej tak jak na powyższym obrazku. Wręcz przeciwnie, nie rzucały się w oczy, ponieważ zostały wmontowane w piękny krzyż nad wejściem. Nie było widać żadnych kabli, ale w końcu ktoś wyczaił, jak wygląda sytuacja i pojawiły się oskarżenia o profanację, pikiety pod kościołem itp. Ksiądz dogadał się z operatorem, operator poszedł mu na rękę i zafundował mosiężny krzyż nad wejściem. Anteny zostały umieszczone na wieży, szpecąc cały budynek. Ba doom tss.
Z kolei inny ksiądz, zdenerwowany faktem, że ludzie na mszy korzystają z telefonów, zamontował zagłuszacze sygnału. Wszystko ładnie pięknie, tyle że na posiadanie takich urządzeń trzeba mieć zgodę Urzędu Komunikacji Elektronicznej. A że sygnał był zagłuszany w promieniu jakichś 500 metrów, to dość prędko ktoś to wyczaił. Poleciała skarga do UKE. 50 000 kary, lol.
Subskrybuj:
Posty (Atom)