Pokazywanie postów oznaczonych etykietą call center. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą call center. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Spiskowa teoria samorozwoju # 3 - Co? Gówno, MBO.

Jak podaje wikipedia, MBO czyli management by objectives, czyli zarządzanie przez cele, jest to proces definiowania celów wewnątrz organizacji, na skutek którego pracownicy oraz menadżerowie mają zadumać się nad możliwością poprawy i zacząć działać, tak aby poprawić organizację organizacji. Czy jakoś tak. W praktyce jest to taka śmieszna tabelka z procentami określającymi wagę poszczególnych mierzalnych wskaźników, które musisz spełnić, żeby cię nie wyjebali.

Mierzalne wskaźniki brzmią spoko, w końcu mamy wolny rynek i nagradza się wyniki pracy, bo komuna się skończyła i już nie ma, że czy się stoi czy się leży itp. Stąd też polskie firmy rzuciły się na coachów wprowadzających ten jakże nowoczesny (opisany w 1954) system zarządzania jakością. W końcu nie opiera się on na uznaniowości, jak to bywało kiedyś, tylko na realnych parametrach oceny pracy, ustalanych w oparciu o metodę SMART, czyli że cele realne do osiągnięcia, konkretne i takie tam. Swoją drogą zawsze miałam bekę, kiedy po coachingu dziunia zatrudniona na stanowisku coacha z wielką powagą dawała mi do podpisania pseudoumowę, w której zobowiązywałam się zrealizować cele. Gdzie oni ich tego uczą, na pedagogice?

Dajmy na to, że pracujesz jako blacharz w fabryce akordeonów, a dodatkowo w okresach wzmożonej produkcji wspierasz sąsiednią linię produkującą fujarki. W arkuszu MBO zobowiązujesz się do dziennej produkcji dziesięciu akordeonów, co stanowi 50% twojego MBO. Pozostałe wskaźniki są rozłożone na jakość wyrabianych akordeonów, prawidłową konserwację maszyny do wyrobu akordeonów oraz trzeźwość w miejscu pracy. Skupiasz się więc głównie na ilości (gorzej, jeśli magazyn da dupy i nie dostaniesz danego dnia wystarczającej ilości blachy), ponieważ jakość jest mniej doceniana, zlewasz natomiast trzeźwość, która posiada tylko dziesięcioprocentową wagę. Zmieniają ci więc cel, nadając większą wagę jakości, pojawia się chaos i walisz focha na kierownictwo. Tymczasem na linii fujarek ludzie zapieprzają jak dzikie osły, ale masz na nich wylane, bo musisz realizować swoje indywidualne cele.

Generalnie ustalanie celów nie motywuje do dobrej pracy. Ustalanie celów motywuje do realizowania celów. Premia za wyniki nie motywuje do dobrej pracy, tylko do robienia wyników. Głośno było o pracownikach empiku, którzy sami kupowali kalendarze Chodakowskiej, żeby wyrobić cele. A co powiecie na zmienianie faktur papierowych na elektroniczne na rozwiązanych umowach za telefon/internet? Póki co nikt się nie kapnął i działa, a że jest w MBO, to nieaktywne konta są na wagę złota.

A co jeśli w danym miesiącu nie ma wielu zamówień na akordeony i robisz tylko pięć dziennie, a resztę czasu spędzasz robiąc fujarki? MBO ponownie jest modyfikowane. Albo i nie, bo w końcu teoretycznie nie powinno się zmieniać wskaźników, więc zlewasz całość od góry do dołu, bo skoro nie wyrobisz głównego celu, cała reszta automatycznie przestaje się liczyć. Albo ze względu na słaby popyt ręcznie podwyższają MBO po zakończeniu miesiąca rozliczeniowego, więc ponownie zlewasz sprawę, bo w końcu i tak ci podciągną. I tak to się kręci. Hajs robią coache i managerowie, a firma traci.

czwartek, 11 grudnia 2014

Zlokalizuj se mózg

Szkoleniowiec opowiadał nam kiedyś, jak weszła usługa wideorozmowy i - cytuję - klienci mieli na jej punkcie totalnego pierdolca. Obecnie takim hitem są usługi lokalizacji telefonu. Pisałam już o klientach typu JP na 100%, którzy sądzą, że mogą sami wymierzyć sprawiedliwość złodziejom. Jednak lokalizator służy nie tylko do tych celów.

Jestem właśnie po półgodzinnej rozmowie z przychlastem, który czuje się robiony w wała przez własnego pracownika. Najpierw omówiliśmy kwestie loginów i haseł do kont klienta, bo podobno pracownik jest bardzo sprytny i wszystko mu pozmieniał, więc trzeba było poustawiać to tak, żeby nie miał do niczego dostępu. A później pojawiła się kwestia lokalizacji...

Czemu to nie jest dokładne i czy nie da się dokładniej. No nie, bo pokazuje najbliższą stację bazową. No to jaka to jest dokładność. Zależy od rozmieszczenia stacji bazowych. Ale tak mniej więcej. Mniej więcej to w mieście sto-dwieście metrów, a na zadupiu nawet parę kilometrów. Ale czemu nie da się dokładniej. I skąd ja mam wiedzieć, czy on był w tych wszystkich miejscach, w których miał być, a nie baluje sobie w Mielnie, czemu nie mogę zobaczyć trasy. Bo nie, może pan co chwilę wysyłać smsa, płacąc za każdego złotówkę. Spoko, to będę wysyłał. A jaki zasięg mają nadajniki. Zależy od nadajnika. A ile musi przejechać, żeby następny nadajnik go złapał. I tak dalej, i tak dalej.

A czy nie da się tak zrobić, żeby pani to podejrzała i pani mi powiedziała, gdzie on teraz jest?



Ło borze, bo taki zły sprytny chytry pracownik, muszę go zlokalizować, muszę mu zablokować połączenia i dostęp do wszystkiego. Zlokalizuj se mózg i walnij się w łeb artykułem 429 kodeksu cywilnego.

Chociaż i tak największe pianie na nocce było, kiedy zadzwonił facet, który miał telefon zarejestrowany na firmę żony i nie chciał, żeby żona widziała rachunki szczegółowe, a konkretnie połączenia wykonywane z jego numeru. Niektórzy ludzie mają naprawdę zerowe poczucie przypału. Dowiedział się, że tylko jego żona jako właścicielka firmy może wprowadzić zmiany w tym zakresie, więc postanowił przycwaniakować i powiedział, że to on jest Barbara i że jak to mnie pani nie obsłuży. No nie, nie jest pan Barbara, sorry. Walnął focha i się rozłączył.

Dziesięć minut później wpada ten sam koleś. I przedstawia się cieniutkim głosikiem: "dzień dobry, z tej strony Barbara, ja chciałem, to znaczy chciałam..."

Jeśli chcesz być na bieżąco, możesz mnie polubić na facebooku.

wtorek, 4 listopada 2014

Biomet niekorzystny # 7 - jak przetrwać nockę

No elo, piszę z pracy, bo nareszcie dostałam dostęp do internetu. Koło drugiej w nocy padł system i z drżeniem serca czekałam na kontakt klienta w jakiejś zajebiście ważnej sprawie, np. żeby mnie opierdolił, bo nie mogę założyć blokady kradzieżowej czy coś. O trzeciej wpada połączenie. Na samym starcie koleś pyta, czy rozmowa jest nagrywana. Oho, myślę sobie, będzie grubo. A tu psikus.

Najpierw powiedział, żeby nie zrywać kontaktu, żeby absolutnie nie zrywać kontaktu na dwóch kartach sim. Kilkakrotnie podkreślił, że na dwóch. Następnie oznajmił, że jedzie na sprawę do Wrocławia i że oni wszyscy zapłacą - trzy razy i siedem razy. Że nie jest to jego wina, ani moja, ani firmy, on pracuje dla prezydenta Komorowskiego i mam absolutnie nie zrywać kontaktu i koniecznie nagrywać rozmowę. Bo oni wszyscy zapłacą, trzy razy i siedem razy, bo on na sto procent wygra sprawę. Następnie pozdrowił mnie cieplutko i życzył miłej nocy. Nie ma to jak schizofrenik wieczorową porą.



A propos jeszcze tych blokad kradzieżowych - jest taki typ klienta, który można określić jako JP na 100%. Pierwsze pytanie, które pada, to czy można namierzyć telefon. No można, ale tylko i wyłącznie na wniosek policji. Nie, przez policję to nie, on by chciał sam. Czy nie można tego obejść. No nie, nie ma opcji. Można włączyć usługę namierzania telefonu przez drugi numer zarejestrowany na ten sam podmiot, ale nie będzie to dokładność GPS-a - pokaże tylko, na jakiej stacji bazowej było logowanie. Jak jesteś w mieście, gdzie nadajników jest nasrane (nawet z mojego okna widzę w sumie dwa czy trzy) to jeszcze, gorzej jak jest to jakieś zadupie. Ale klient jest JP na 100% i bardzo chce. Karta SIM z dużym prawdopodobieństwem leży już gdzieś w rowie czy w śmieciach, ale on chce. Później traci kasę na smsy specjalne, ale za to ma poczucie, że wygrał z systemem.

P.S. Obejrzałam właśnie "Ewolucję planety małp" i jestem rozczarowana. Przekombinowane strasznie, słabe po prostu. Tzn. "Geneza" też była przekombinowana, ale jeszcze trzymała poziom. A teraz już poleciał na łeb na szyję. Klasyczna wersja broni się zajebiście mimo, że czterdzieści lat minęło jak jeden dzień.

czwartek, 30 października 2014

Spiskowa teoria obsługi klienta - obsługa alternatywna

Mądrość ludowa głosi, że klient ma zawsze rację. A nawet jeśli nie ma, powinien mieć poczucie, że jednak ma. W standardowej obsłudze klienta rozmowa może brzmieć tak:

- Dzień dobry, ja chcę złożyć reklamację i dostać nowy telefon.
- A co się stało?
- Bo włączyłem tryb samolotowy, rzuciłem telefonem i nie poleciał!
- Rozumiem, że może być to nieco mylące. W takim razie już przekazuję sprawę do działu reklamacyjnego.
- Co wy za gówno sprzedajecie, przejdę do innej sieci.
- Błagam, niech pan nie odchodzi, niech pan skorzysta z naszej nowej zajebistej oferty!

Z mojej strony proponuję alternatywną obsługę klienta. Nie chodzi o to, żeby załatwić sprawę, tylko żeby dać do myślenia i zbić z tropu. O ile standardowi doradcy powinni mieć ukończoną pedagogikę specjalną, żeby pojąć tok myślenia niektórych klientów, o tyle w obsłudze alternatywnej najlepszym kierunkiem byłaby psychologia egzystencjalna. Taka specjalność naprawdę istnieje i powiem szczerze, że gdybym miała np. jakieś mieszkania na wynajem albo dostawała dwa koła pracując na pół etatu, to bym chętnie na niego poszła.
Otóż w obsłudze alternatywnej rozmowy wyglądałyby np. tak:

- Pani, nie działa mi internet, ten rojter się nie łączy.
- A po co panu internet? Tam to tylko pornografia, kwejki i wykopy. Książkę niech pan poczyta.

- Mam taki problem, że nie dostaję smsów.
- Czyż to nie cudowne uczucie, uwolnić się od tej nieustannej presji? Nikt nie zawraca głowy, nikt nic nie chce od pani...

- Dzień dobry, kupiłem u was ostatnio Iphona i nie mogę z niego dzwonić.
- To po co panu Iphone? Nokia 515 to jest super wybór, dzwoni, wysyła smsy, bateria trzyma tydzień, można nią zabić człowieka...

Plus uniwersalna odpowiedź na wszystko:
- To jak pan myśli, powinnam aktywować ten pakiet?
- Powiem pani tak: aktywuje pan lub nie aktywuje, będzie pan żałował.

niedziela, 26 października 2014

Biomet niekorzystny # 6 - jak nie mieć uczuć

Dzwoni baba, że nie dostała rachunku. Kocham takie rozmowy, szczególnie z ludźmi, którzy chcą dostawać wszystko w formie papierowej. Tłumaczę, że mail jest pewniejszą formą.

- Mnie to nie obchodzi, ja nie mam internetu, to wy nie wysyłacie blablablabla.
- Widzę, że ma pani u nas internet mobilny.
- Nie, ja nie mam internetu, a ten tablet to i tak nie działa, mnie nie obchodzi jak wy wysyłacie, to ma dojść blablabla.
- Problem leży po stronie dostawcy, mogę zmienić z Inpostu na Pocztę Polską.
- Nie wiem co to Inpost i nie chcę wiedzieć (?), pani nic tam nie zmienia, to wasza wina, nie wysyłacie itp. itd.
- Mogę zaproponować w tej sytuacji zmianę formy wysyłki i rekompensatę w kolejnej fakturze.
- Pani tam nic nie zmienia, mnie to nie obchodzi, nie chcę żadnej rekompensaty.

I tu się wkurwiłam, bo strasznie nie lubię niekonkretnych ludzi.
- W takim razie czego pani ode mnie oczekuje?
- Z wami to tak zawsze, nie wysyłacie, nic nie idzie załatwić, ja muszę mieć dla księgowej, hurr durr.
- Proszę pani, zaproponowałam konkretne rozwiązanie problemu, czego jeszcze pani ode mnie oczekuje?
- Pani jest niemiła, wszyscy inni konsultanci są mili, nawet mnie pani nie przeprosiła!
- Ale ja proponuję rozwiązanie...
- Pani nie ma uczuć, traktuje pani ludzi jak przedmioty!

Kurwa, wiem. Wiem, że mam z tym problem i staram się nad tym pracować. Generalnie nie wyczuwam nastrojów, nie rozumiem aluzji, muszę mieć wszystko mówione konkretnie. Jak ktoś mi mówi, że stół jest upierdolony, to nie wynika dla mnie z tego, że mam ów stół przetrzeć. Taka sytuacja. Facet mnie przez to zostawił, głupia babo, powiedz mi lepiej coś, czego nie wiem.

Tak jej chciałam powiedzieć. Zamiast tego powiedziałam:
- Cóż, to jest pani zdanie, myślę że w takim wypadku dalsza rozmowa jest bezprzedmiotowa.
I jeb słuchawką. Szkoda, że nie napisała skargi na mój brak empatii, powiesiłabym sobie na stanowisku pracy jako motywator.

Spiskowa teoria obsługi klienta - skuteczna sprzedaż

Potrafisz bez skrupułów opchnąć gówno w cenie złota? Doskonale, rynek pracy czeka na ciebie z otwartymi ramionami.



wszystkie obrazki w notce pochodzą z funpaga Wiesławiec Deluxe

Wysoce Skuteczni Sprzedawcy to zmora naszych czasów. W obsłudze klienta sprzedaż ma robić absolutnie każdy - jeśli zajmujesz się obsługą kasową w banku, to masz dodatkowo obowiązek wciskania kredytów, jeśli siedzisz na kasie, musisz polecać zapałki długie i znicz szklany w cenie promocyjnej. I nawet ludzie, którzy są wielce elo do przodu, bo przecież czytają umowy i nie są podatni na manipulację, potrafią koncertowo wjebać się w ubezpieczenie od niczego albo wyjść ze sklepu z naręczem niepotrzebnych rzeczy za ładnych parę stówek. Z tego względu w ogóle nie wchodzę do Organique i większość zakupów kosmetycznych staram się robić przez internet.

Większą część mojej dotychczasowej pracy i główne źródło stresu stanowiły reklamacje (do wczoraj, bo przechodzę na dział techniczny). I tak sobie często myślałam, ile roboty dokładają nam Wysoce Skuteczni Sprzedawcy. Wysoce Skuteczni Sprzedawcy nie uważają za istotne i warte przekazania, że w konkretnym planie taryfowym smsy są dodatkowo płatne. Albo że kwota abonamentu jest zrabatowana na sześć miesięcy, a potem robi się dwa razy większa. Wskutek tego pracownik działu reklamacji wysłuchuje przez pół dnia żali, że łolaboga, kto czyta umowy w dzisiejszych czasach (każdy ogarnięty człowiek), że CZEMU TA PANI MI TAK POWIEDZIAŁA (bo robi sprzedaż i trzepie za to hajs), że oszuści, pójdę do sądu (a idź se, proszę bardzo), łolaboga.



Jeszcze fajniej się robi, kiedy geniusze od marketingu wymyślą coś, co powoduje masowe reklamacje - typu właśnie rabat na abonament, który schodzi przed datą końca umowy albo nagłe wyłączenie usługi nielimitowanych połączeń. A pracownik od reklamacji słucha cierpliwie, wykazuje empatię, obiecuje dopilnować załatwienia sprawy i wprowadza po raz dziesiąty tego dnia to samo, starając się przy tym traktować klienta indywidualnie. Pod koniec miesiąca dostaje tysiąc trzysta. Wysoce Skuteczny Sprzedawca pławi się tymczasem w hajsie z prowizji. Ten od reklamacji wpierdala suchą bułkę. Ten od sprzedaży opycha się kawiorem.

czwartek, 23 października 2014

Spiskowa teoria obsługi klienta - standardy

Kto wymyśla i egzekwuje standardy obsługi klienta w dużych firmach? Są dwie opcje:

1. Wyższe kierownictwo albo ludzie z dupy typu dziunia zatrudniona na stanowisku coacha, czyt. zawodowego manipulatora z pomysłami zaczerpniętymi z taniej pseudopsychologii. Generalnie - ludzie, którzy nigdy nie obsługiwali klienta w danej firmie bądź robili to dziesięć lat temu i myślą, że zrobienie przerwy po słowie "korzyść" przynosi wymierne korzyści finansowe (podobnie jak zwracanie się do klienta per "panie Marku").
2. Niższe kierownictwo, ludzie po awansie o mentalności korporacyjnych kurew, którzy sami orali się jak dzikie świnie, a teraz za sto złotych więcej orają innych.

Dwa słynne przykłady. Po pierwsze, Empik i zwracanie się po imieniu do klienta płacącego kartą. Szybko odeszli od tego, ale sam fakt, że jakiś geniusz z marketingu wpadł w ogóle na taki pomysł w pełni świadczy o ich oderwaniu od rzeczywistości. Po drugie, Stradivarius. Kojarzycie ten motyw, jak przed przymierzalnią podchodzi ziomek i mówi "no elo, jestem Seba, będę twoim personalnym doradcą zakupowym"? To jest jeszcze chuj, ale oni pytali o imię i pisali je na drzwiach kabiny. Zawsze przedstawiałam się jako Kunegunda czy coś w ten deseń. Byli zdeprymowani, ale twardo stosowali standardy, żeby dwudziestoletni kieras, który został kierasem po tym jak przeleciał koordynatorkę regionu, nie zabrał im premii.



No dobra, to nie jest śmieszne. To jest kurwa smutne. Ostatnio otworzyli nową biedrę na moim osiedlu, co prawda 50 metrów dalej jest następna, ale spoko. Wchodzę, a tam oblężenie, ludzie rzucili się na ziemniaki po 99 groszy i inne dobra luksusowe, kasjerki ledwo ogarniają bieżącą obsługę, widać, że są na ostatnich nogach. A przy kasie panel dotykowy z ceną itp., a obok wesoła, neutralna i smutna buźka. Żeby zaznaczyć swoje zadowolenie z obsługi. Osobiście dałabym w ryj temu, kto to wymyślił.

Sama na szczęście nie muszę recytować miliona formułek przy obsłudze (tzn. teoretycznie muszę, ale nikt mnie nie ora, jak tego nie robię). Aczkolwiek były pomysły będące dziełem czystego geniuszu, np. proponowanie nowej umowy w każdej rozmowie.
- U nas na wsi nie ma zasięgu, ciągle przerywa połączenia.
- Spoko, może weźmie pan jeszcze internet mobilny?

Teoretycznie niektóre standardy mają skracać dystans. W efekcie tworzą jednak maksymalnie sztuczną sytuację, w której kelner przy końcówce dwunastogodzinnej zmiany pyta umęczonym głosem, czy smakowało i że poleca deser, a zdeprymowany klient, że jo, ale jednocześnie zastanawia się, czy obsługujący mają obowiązek mówić tak do każdego bez względu na okoliczności. Zawsze tak mam, kiedy pani w banku proponuje mi kredyt i mam ochotę spytać, czy widziała moje zarobki.

A z drugiej strony - jest taka pani w żabce, która potrafi podczas szukania przeze mnie drobnych przyłożyć sobie zimne piwo do twarzy z uśmiechem i komentarzem "przepraszam, ale byłam u dentysty i nie wyrobię". Albo taka sytuacja: siedzę z koleżanką w pierogarni, siedzę nad ostatnim jebitnym pierogiem i stwierdzam, że chyba nie zdzierżę. Przechodząca kelnerka zaproponowała pudełko na wynos, podziękowałyśmy, po czym przy rachunku stwierdziła "o, widzę że pani jednak zdzierżyła". Zostawiłyśmy zacny napiwek.

środa, 8 października 2014

Biomet niekorzystny # 5 - Bunt maszyn

Z okazji jesiennej aury wracam do serii Biomet niekorzystny. Dzisiaj będzie o komputerach i o tym, jak próbują być mądrzejsze od nas.

Wbrew temu, co wmawia nam popkultura i media, stworzenie sztucznej inteligencji to ciężka sprawa. Nawet zajebiście ciężka sprawa. Nauczenie robota omijania przeszkód, czyli czegoś, co ludzkie dziecko robi instynktownie po krótkiej nauce, było ogromnym osiągnięciem. Podobnie z innymi kwestiami, które wydają się dosyć oczywiste - rysowanie linii krzywych, rozumienie komend głosowych, nie mówiąc już o tłumaczeniach. Każdy z tych skilli stawia na drodze programistów masę przeszkód nie do ogarnięcia. Więcej na ten temat można przeczytać w książce Michio Kauro "Fizyka rzeczy niemożliwych".

Czyli póki co komputery są głupie, i bardzo dobrze. Pod pewnymi względami jestem zresztą konserwą, z elektroniki posiadam laptop, telefon z klawiaturą, odtwarzacz mp3 i czytnik e-booków luksusowej marki Prestigio (nie chcę, żeby Apple wiedziało, co czytam, bo czasami wstyd się przyznać). Nadszedł jednak dzień, kiedy przyszło mi zmienić windowsa z jakiejś prostej, zmodyfikowanej wersji na ósemkę. I się zaczęło.

Komputery są głupie, ale i tak próbują być mądrzejsze od nas. Kiedyś odinstalowywanie programów wyglądało tak:
1. klikamy "uninstall"
2. "czy na pewno chcesz odinstalować program?" - klikamy "tak"
3. "program został pomyślnie odinstalowany"

Teraz wygląda to mniej więcej tak:
1. szukamy "uninstall", często problem występuje już na tym etapie i trzeba skorzystać z panelu sterowania/cc cleanera
2. "czy na pewno chcesz odinstalować program? stracisz tak wiele zajebistych możliwości!" - "TAK"
3. "czy jesteś pewien na 100%? będziemy za tobą tęsknić" - "TAK KURWA"
4. "uwaga, deinstalacja może spowodować zainfekowanie komputera i wybuch dysku twardego!" - "OK, MAM TO W DUPIE"
5. "opisz w co najmniej 1000 znaków trzy przyczyny, dla których rezygnujesz z naszego zajebistego programu, a następnie podaj swój numer karty kredytowej"



Mniej więcej tak samo wygląda wyrejestrowywanie się z portali. A najbardziej to mnie w ogóle wkurwia crm, chcesz szybko zrobić blokadę kradzieżową czy coś równie ważnego, a crm dochodzi do wniosku, że usługa x nie może być zainstalowana z usługą y. Po wyłączeniu x wyskakuje, że y jednak nie działa, bo klient nie ma czegoś tam, i tak do usranej śmierci. Zazwyczaj dzieje się to w momencie, kiedy np. o trzeciej w nocy dzwoni baba, że potrzebuje pilnie mieć odblokowany telefon, bo jej się samochód wykrzaczył na zadupiu czy coś. Kobieta umiera z zimna i głodu, podczas gdy ty od kilku godzin próbujesz zdjąć jebaną blokadę.

Avast z kolei stwierdził, że instalka don't starve jest wirusem. Żeby odpalić grę, trzeba w takim przypadku dodać ręcznie plik do listy wyjątków i przywrócić go z kwarantanny. Dzięki za chronienie mnie, avaście.



Wilson jest rozczarowany.

środa, 16 lipca 2014

Zgłaszam do prokuratury

Świadomość prawna w społeczeństwie polskim nie przestaje mnie zadziwiać, poniżej trzy przykłady.

1. - Dzień dobry, z tej strony PRAWNIK, Janina jakaś tam. Proszę pani, podpisałam nową umowę na ten telefon dwa dni temu, jak mogę od niej odstąpić?
- Ale z tego co widzę, telefon jest na kancelarię.
- No tak, ale mam dziesięć dni na odstąpienie.
- W przypadku umów na firmę nie obowiązują przepisy ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów.
- Proszę mnie nie pouczać, ja znam swoje prawa i wiem, że mogę odstąpić!
- Ale definicja konsumenta z kodeksu cywilnego wskazuje, że konsumentem jest osoba fizyczna...
- Pani jest niekompetentna, ja znam swoje prawa! [jeb słuchawką]


2. - Dzień dobry, mam zablokowany telefon, ale już zapłaciłam, a swoją drogą proszę mi wskazać podstawę prawną, bo blokowanie połączeń jest niezgodne z prawem.
- Jak to niezgodne z prawem?
- Bo ja byłam u radcy prawnego i się dowiedziałam, że nie możecie blokować, firma działa w tym momencie bezprawnie.
- Z tym że w regulaminie, który pani zaakceptowała...
- To że wy sobie coś napiszecie w regulaminie, to nie znaczy, że prawo na to pozwala!
- Raczej wszyscy operatorzy tak działają...
- Proszę pani, jak ludzie kradną ze sklepu, to też mi pani powie, że skoro tak jest, to jest zgodne z prawem?

3. I na koniec mój osobisty hicior. Klientka zamówiła biały tablet, przysłali jej czarny. Proponuję reklamację sprzętu, wymianę na biały itp. Myślicie, że na to poszła? Otóż nie, znalazła lepsze rozwiązanie.
Otóż znająca swoje prawa klientka wymyśliła, że pójdzie z tym tabletem NA POLICJĘ zgłosić oszustwo. Policjant spisze oficjalny protokół stwierdzający, że otrzymała tablet w innym kolorze i będzie miała DOWODY PRZESTĘPSTWA dla prokuratury. Na moją sugestię, że raczej nie jest to przestępstwo i że sprawa cywilna i takie tam (ogólnie pojechałam jej trochę prawniczym bełkotem, bo nie wytrzymałam), stwierdziła - jakżeby inaczej - że zna swoje prawa i nie mam jej pouczać. I jeb słuchawką.

niedziela, 15 czerwca 2014

Odszkodowanie za kota - z życia konsultanta

Różne reklamacje wprowadzałam, od takich, gdzie klient twierdzi, że ma naliczone opłaty za połączenia których na sto procent nie wykonywał (nawiedzony) po oddawanie 31 gr odsetek, przy czym koszt rozmowy z BOK jest trzy razy większy (wyłudzacz). Ale to, co opowiedziała mi koleżanka pracująca niegdyś w CP, przebija wszystko.

Stereotyp odnośnie CP jest taki, że siedzi się dzień w dzień po czternaście godzin (u nas się tak nie da - doba pracownicza itp., a czasem by się przydało), kolejki sięgają dwustu klientów czekających na połączenie, za to idzie zarobić. Osobiście bym raczej nie chciała tam pracować, bo po pierwsze nie ogarniam TV, a po drugie klienci biznesowi są tak wkurwiający, że wolę nawet nie myśleć, co się dzieje na indywidualce. Fakt faktem, że odsetek nawiedzonych oszołomów i zwykłych idiotów jest zdecydowanie większy.

Historia pierwsza. Dzwoni klientka w sprawie popsutego dekodera. Konsultantka pyta, jak to się stało. Otóż klientka miała kota. Kot był już stary i zdarzało mu się popuszczać. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zdarzyło mu się to akurat, gdy leżał na dekoderze. W efekcie dekoder się sfajczył, a kot razem z nim. Klientka żądała odszkodowania od CP.
- W takim wypadku odszkodowanie nie przysługuje, a wymiana dekodera będzie odpłatna - informuje konsultantka.
- Ale jak to?
- Zgodnie z umową opłatę ponosi się w przypadku zalania wodą...
- PANI, ALE TO SIKI BYŁY!

Druga, bardziej pozytywna historia z kotem w roli głównej. Koleś wysłał wypowiedzenie umowy, pod którym oprócz jego podpisu widniały odciski kocich łapek z informacją, że koty też wypowiadają umowę. Plus jeszcze jeden dopisek, że pies się nie podpisał, bo pies ma wyjebane na CP i nie ogląda telewizji.


Dzwoni z kolei przejęty facet i zaczyna opowiadać:
- Wie pani co, oglądam właśnie Polo TV i leci świetny kawałek "Ona tańczy dla mnie". Oglądam, oglądam, a tu nagle brak sygnału. I już nie tańczy!

W obecnej pracy z kolei najbardziej uwielbiam ludzi, którzy biorą telefony w abonamencie dla firm dla całej rodziny, a potem okazuje się, że teściowa wysyła smsy do wróżbity Maciej, a szwagier wziął zakupiony telefon i spierdolił z nim do Niemiec. Do kogo mają pretensje? Do operatora.

Koleżance wpadła ostatnio klientka, która po odebraniu połączenia rozpoczęła rozmowę słowami "kurwa mać". Na to koleżanka zripostował "miło mi, Agnieszka jestem". Chwila ciszy. Klientka się rozłączyła.

piątek, 9 maja 2014

5 typów ludzi dzwoniących na infolinię # 2

Nadgodziny potrafią dobić człowieka, crm śni mi się po nocach, a widząc rosnące kolejki czuję się jak Syzyf. Przy okazji znów postanowiłam bezczelnie zaszufladkować ludzi dzwoniących do nas z problemami, jakie nie śniły się fizjologom.

1. Wyłudzacz

(nie wiedziałam, jak go zilustrować, to wkleiłam zdjęcie dziwnego pana)

Charakterystyka: Postanowił puścić Bruna Duthoit z torbami i poświęca na to dużo czasu. Bardzo dużo czasu.

Typowa rozmowa:
- Dzień dobry, jestem waszym klientem od czterdziestu lat, czy ja płacę za tę rozmowę?
- Tak, płaci pan jednorazowo za całe połączenie...
- Proszę pani, to jest skandal, nikt mi o tym nie powiedział, proszę mi anulować mi koszty, bo ja dzwonię już trzeci raz dzisiaj, nic się nie da z wami załatwić, pani se spojrzy na ostatnią fakturę.
- Co się panu nie zgadza na tej fakturze?
- Za wysoka jest.
- A konkretnie? Opłaty za połączenia są naliczone prawidłowo.
- Ja sobie dokładnie policzyłem, tam jest napisane, że rozmawiałem w piątek 13 minut, a rozmawiałem 12, poza tym stawka za połączenia z Niemcami jest tutaj o 2 grosze za wysoka, chcę to reklamować. A w ogóle proszę mi jeszcze oddać 31 groszy odsetek, to nie moja wina, że nie dostaję faktur na czas.

Po półgodzinnej rozmowie tego typu niektórzy oddają kasę dla świętego spokoju, ja staram się stosować technikę zdartej płyty, na co wyłudzacz potrafi odpowiedzieć "NO WIDZĘ ŻE TECHNIKĘ ZDARTEJ PŁYTY MA PANI OPANOWANĄ DO PERFEKCJI!" Lubi się zasłaniać faktem, że nikt mu o tym nie powiedział i z tego względu powinien dostać zwrot. Regulaminy ma ogarnięte w punktach, w których coś mu się należy, te informujące o kosztach jakoś omija. Potrafi wykończyć psychicznie do tego stopnia, że wojsko powinno go przejąć jako broń psychologiczną i zapewnić wikt do końca życia, żeby nie musiał już płacić rachunków za telefon.

2. Gadżeciarz

Charakterystyka: Miał IPhone'a, kiedy wszyscy biegali z Nokią 3310.

Typowa rozmowa:
- Dzień dobry, czy ja mogę już wziąć u was nowy telefon?
- Trzy miesiące temu była przedłużana umowa, więc zostało jeszcze dużo czasu.
- Kurde, bo ten jest już stary.


Oprócz najnowszego smartfona posiada telefon terenowy z niezniszczalnego teflonu opracowanego przez NASA, tablet, tablet terenowy, nawigację, kindla, lustrzankę, wieżę z kolumnami i patefonem, stacjonarkę i konsolę do gier, plazmę podłączoną do konsoli oraz dekoder Telewizji Trwam. Google wyznaczyło go jako pierwszego ochotnika do testowania google glass, ale powiedział, żeby się schowali z tym gównem, bo to już stare i niemodne i że teraz na topie są soniczne śrubokręty.

3. Dobry rodzic


Charakterystyka: Daje dziecku wszystko co najlepsze, a potem żałuje.

Typowa rozmowa:
- Wie pani co, strasznie mi wysoki rachunek wyszedł za telefon syna.
- Z numeru X były wysyłane płatne smsy za sto złotych.
- A, to pewnie syn kupował itemy do Tibii, Minecrafta i Angry Birds, muszę mu powiedzieć żeby tego nie robił.
- Widzę, że dwa miesiące temu też była wysoka faktura, sprawdzić to pani?
- Wtedy to moja córka się zakochała, wie pani jak to jest, miłość jak sraczka przychodzi znienacka, hihi.

Ostatnio dzwonili rodzice. Dziecko lat 7, posiadające telefon w abonamencie firmowym, znalazło sobie kolegę z Afryki. Dzwonili do siebie i śpiewali piosenki po angielsku. Rodzice bardzo się cieszyli, że dziecko uczy się angielskiego, dopóki nie przyszedł rachunek.

4. Nieogarnięty


Charakterystyka: Po prostu nie ogarnia tej kuwety.

Typowa rozmowa:
- Wie pani co, ja mam taki numer komórkowy, ale dzwonię ze stacjonarnego, to zaraz pani podam...
(pięć minut odgłosów przewalania papierów, garnków i okrzyków typu "BOŻENKO JAKI TY MASZ NUMER")
- Znalazłem, zaraz pani podyktuję, to nie jest na mnie, tylko na szefową, ona kazała mi dzwonić, bo nie możemy znaleźć faktury, bo mamy kilka adresów i nie wiemy, na jaki przychodzi. To podaję numer tej Neostrady...
- Chyba komórki?
- A jak ja powiedziałam?

Nieogarnięty ma dwie działalności gospodarcze zarejestrowane w trzech różnych miastach pod pięcioma adresami, płaci VAT we wszystkich urzędach, bo nie wie, w którym powinien. Większość telefonów zarejestrowana jest na nieżyjącego ojca, tylko jakoś nie było czasu tego zmienić, a jeden na Basię z księgowości, która nie pracuje od roku. Dzwoniąc, dowiaduje się, że ma od roku dwa internety mobilne, o których nie wie, bo zamówił je i podpisał umowę pan Kazio ochroniarz.

5. Nawiedzony


Charakterystyka: Tego nie da dobrze podsumować, to trzeba usłyszeć.

Przykłady:
- Dzień dobry, mam nadzieję, że nagrywają państwo rozmowy? Bo ja mam strasznie wysoki rachunek.
- Z tego co widzę, wysyłał pan sporo smsów specjalnych.
- Nieprawda, wie pani co ja myślę? Telefon sam wysyłał te smsy. Bo wy je tak programujecie, każdy informatyk pani to potwierdzi.

- Mój telefon został zaimpregnowany oprogramowaniem typu spyphone i sprawa skończy się w prokuraturze.

Szczerze? Nie wiem, po co oni dzwonią, skoro i tak nam nie wierzą, bo są przekonani, że ich oszukujemy. Ale taki klient to przypadek jeden na milion, prawdziwa perła w morzu banalnych Marianów, ożywiająca szary dzień pracy. Czego jak czego, ale kreatywności nie można im odmówić.
Ostatnio zadzwonił koleś i na wstępie spytał, czy go zgwałcę. Odparłam, że chyba się dodzwonił do złego działu, a on, że chce sobie sprawdzić fakturę, ale boi się, że go zgwałcę. Ponieważ kontynuował temat gwałcenia, rozłączyłam się.
Pół godziny później wpada połączenie koledze z biurka obok. Odbiera.
- Dzień dobry, wie pan co, dzisiaj zgwałciły mnie dwie panie.


link do części pierwszej

wtorek, 18 marca 2014

Hipsterzy naszych czasów

Niektórzy lubią utrudniać sobie życie, używając gramofonów i walkmanów zamiast starych dobrych empetrójek bądź też jakichś dziwnych leic (leiców?) zamiast wygodnych cyfrówek. Tak sobie myślę, że posługiwanie się przy wszystkich czynnościach analogowymi pieniędzmi też jest całkiem stylowe i retro, a do tego świetnie wpisuje się w ideologię slow life.

Idę ostatnio do bankomatu, chcę wypłacić pieniądze, a tu zonk: błąd karty. Na szczęście obok znajdował się oddział banku.
Wchodzę, a tam apokalipsa. Gorzej. Dzień wypłaty.
Ludzie z dziećmi, dzieci luzem, ktoś robi awanturę, jakaś dobra dusza podsuwa krzesełko starszej osobie. Kolejki do wszystkich stanowisk, w tym do kasowego taka konkret, pan tu nie stał, ja mam grupę inwalidzką itp. A bynajmniej nie mam konta w PKO.
Te wszystkie bałwany przyszły wypłacić z dziesiątym dniem miesiąca całą kasę, potem pójdą na pocztę popłacić rachunki (na poczcie jest to samo), a resztę skitrać do skarpety. Jeszcze żeby komornik czy coś, ale komornik i tak zabiera kasę u samego źródełka, więc nie wiem osochodzi. Potem po całym dniu można wrócić do domu i zacząć jęczeć że ojezu, że cały dzień stałam w kolejkach, łolaboga, ależ jestem zmęczona.
Co do błędu karty to pani powiedziała mi to samo, co ja bym powiedziała klientowi w tej sytuacji, czyli żeby sprawdzić w innym bankomacie, a jak nie zadziała, to przyjść po wymianę karty. Zadziałało.

Albo taka akcja, notoryczna zresztą. Dzwoni klient, że nie dostał faktury.
- I jak ja mam teraz zapłacić, jak ja mam teraz zapłacić...?
- A potrzebuje pan tę fakturę do księgowości?
- Niee, ja nie jestem vatowcem, ja potrzebuję, żeby zapłacić.
- Nie ma problemu, w takim razie wyślę panu smsem kwotę i inne dane do przelewu...
- Ale pani nie rozumie, jak ja mam zapłacić, jak ja nie mam tego druczka do wpłaty?

I ci ludzie mają firmy.

P.S. Z pewnych względów zaczęłam obserwować facetów i po raz kolejny zadaję sobie pytanie: co to za durna moda na brody? Bywa, że chłopak całkiem wyględny, ale niee, bo koszula drwala, czapka typu kondom i łoniaki na twarzy.

Jak widzę coś takiego...


...to pewne skojarzenia są nieuniknione.


wrona skona


russian sex machine

czwartek, 27 lutego 2014

Poczta korporacyjna

Kochani!

Poniżej macie link, bardzo proszę żeby wszyscy się z nim zapoznali, będziecie z tego rozliczeni, jeżeli komuś link nie działa, niech dzwoni!

Pod linkiem macie pięć nowych, Zajebistych Aplikacji, które są bardzo potrzebne do naszej codziennej pracy i które zamulą wam komputery tak, że już w ogóle nic się nie da zrobić. Obowiązkowo je zainstalujcie, bo będziecie z tego rozliczeni, oczywiście do każdej Zajebistej Aplikacji obowiązuje osobny login i hasło zawierające co najmniej dziesięć znaków, w tym osiem znaków specjalnych i odpowiednią dawkę magnezu. Ściągają się ok. ośmiu godzin.

Z każdej Zajebistej Aplikacji musicie obowiązkowo odbyć szkolenie, oczywiście o zgodę musicie spytać, wyrazimy ją gdzieś tak za miesiąc, kiedy będzie mniej pracy, a w międzyczasie wszyscy zapomną o obowiązku korzystania z Zajebistej Aplikacji.
W razie pytań kontaktujcie się z Anią Stokowską, która jest nowym konsultantem do spraw wdrażania Zajebistych Aplikacji.


Pół roku temu dostawaliśmy dużo maili z pytaniem, czemu nie działają ważne opcje na kontach klientów i kiedy zostanie to naprawione. Po tym jak wkurwiony klient wtargnął do oddziału z AK47 postanowiliśmy odpisać. Informujemy, że nic z tym nie zrobiliśmy do tej pory, bo się tym nie zajmujemy, w tej sprawie prosimy dzwonić do Działu z Dupy, o Którym Nikt Nigdy Nie Słyszał.*

RÓBCIE SPRZEDAŻ KOCHANI.

Pozdrawiamy cieplutko
Wasze Kommando



*po wybraniu numeru okazuje się, że dział z dupy już nie istnieje i przełącza cię do kolegi z biurka obok

piątek, 14 lutego 2014

Idioci tygodnia plus krzywe teksty z nauki prawa

Koleżance wpadł klient, który zaczął rozmowę słowami "Chciałbym dokupić sobie dekoder do tego numeru". Ona, że nie mamy takich usług itp., ten twardo swoje, tłumaczy wszystkie parametry, ona, że telefony i internet, a ten że dekoder, że na pewno TV, że on wie. Dziewczyna zgłupiała i szuka, szuka, bo a nuż chodzi mu o jakąś usługę czy coś, a może inna firma w ogóle. Nie, na pewno nie.
Pyta klienta, skąd ma takie informacje. A bo taki pan przedstawiciel handlowy od was mówił, pani poczeka, ja sobie przypomnę nazwisko. Rozmowa trwa od piętnastu minut.
No to czekamy, już wszyscy zrobili się na niedostępny i słuchają. Gościu wraca, mówi, że pan Jakiśtam, a że mamy dwóch o tym nazwisku, to czy pan pamięta imię. Pani poczeka, ja mam zapisane, sprawdzę. Wraca po kolejnych pięciu minutach, obwieszcza triumfalnie imię, a tu zonk, nikt taki u nas nie pracuje. Drążenie tematu i kręcenie się w kółko trwa w najlepsze, na szczęście okazało się, że przedstawiciel zostawił klientowi ulotkę z ofertą.
Klient czyta. Zdanie po zdaniu. Rozmowa trwa od pół godziny. Sytuacja mniej więcej taka, jakby ktoś upierał się przy zakupie felg w sklepie spożywczym. Ale pan twardo czyta ofertę.
- Bla bla bla, takie i inne korzyści już za ileś tam złotych plus darmowa aktywacja możesz uzyskać już teraz w Telewizji N...
Chwila ciszy. On milczy, konsultantka milczy.
- O kurwa, zły numer wybrałem.
I się rozłączył.
Cała sala leży na podłodze i kwiczy, a tu wpada mi połączenie. Odbieram, przedstawiam się, a klientka:
- Proszę PANIĄ, ja mam taki problem, że nie mogę się zalogować na maila na Tlenie!

takie podsumowanie tygodnia

Incepcja wersja prawna:
Pogląd, że Sąd Najwyższy dokonuje oceny zgodności stosowanego w danej sprawie przepisu z Konstytucją, do czego jest zobowiązany, by nie orzekać na podstawie przepisu niezgodnego z Konstytucją, jest stanowczo krytykowany jako niezgodny z Konstytucją.

Po tym ustępie stwierdziłam, że czas iść na piwo. Tzn. ja rozumiem, o co chodzi, ale tak mniej więcej po minucie wpatrywania się w to zdanie. W kolejnym rozdziale prof. Jończyk zastanawia się nad zróżnicowaniem składek na ubezpieczenie zdrowotne i czy nie lepiej byłoby realizować ideę sprawiedliwości społecznej, finansując służbę zdrowia z akcyzy i VATu, jako - cytuję - podatku opłacanego przez wszystkich w zbliżonym wymiarze, w wyższym przez maniaków konsumpcji i prowadzących przez to niezdrowy tryb życia.
W sumie ma to sens, ale nie ogarniam, czy to ostatnie zdanie to sarkazm czy coś? Wyjaśni mi ktoś? :D

środa, 5 lutego 2014

Debil roku

Dzwoni koleś. Sebastian Sebowski, firma budowlana Seb-Bud, po peselu prawie gimbus, niedawno podpisał umowę. Dzwoni z ryjem, że co to jest za rachunek w ogóle.

- Na tej fakturze jest sam abonament do zapłacenia.
- ALE JAK TO KURWA JAK JA TRZY DNI TEMU PODPISAŁEM UMOWĘ?
- Abonament jest płatny za miesiąc z góry...
- ALE CZEMU NIKT MI O TYM NIE POWIEDZIAŁ?

W tym momencie zwątpiłam. Zaczęłam mówić, że tak jest standardowo itp., koleś nie za bardzo przyjmował to do wiadomości i dalej rzucał kurwami, że on nie będzie płacił, skoro w ogóle nie dzwonił itp. W końcu mówię:

- A płacił pan kiedykolwiek czynsz za mieszkanie czy opłaty za kablówkę? Bo to jest tak samo.
- ALE TO NIE MA NIC DO RZECZY! JA PIERWSZY RAZ SŁYSZĘ O CZYMŚ TAKIM!

Ogólnie koleś był dość napastliwy i sporo kurwował, teoretycznie mogłam się rozłączyć, ale bardzo chciałam przeprowadzić tę rozmowę do końca.

- TO JEST JAWNE OSZUSTWO, PROSZĘ MI POWIEDZIEĆ, Z CZEGO TO WYNIKA, JA NIC TAKIEGO NIE PODPISYWAŁEM!
- [próbuję tłumaczyć, że to standard i takie tam, ale się nie da]
- PROSZĘ MI POWIEDZIEĆ, GDZIE TO JEST KURWA NAPISANE!
- [szukam] Punkt jakiś tam regulaminu...
- JA NIE PODPISYWAŁEM ŻADNEGO REGULAMINU, JA NIE BĘDĘ NIC PŁACIŁ!
- Ale podpisał pan, że się zapoznał z regulaminem.
- CO ALE JAK TO KURWA GDZIE TO KURWA... [chwila ciszy] ŁO KURWA FAKTYCZNIE. [chwila ciszy] TO TAKI HACZYK ŻEŚCIE ZNALEŹLI, NIE JA JEDEN SIĘ PEWNIE DAŁEM ZROBIĆ W BAMBUKO!

I się rozłączył. Mój komentarz do całej sytuacji:

sobota, 7 grudnia 2013

5 typów ludzi dzwoniących na infolinię # 1

Boję się, że kiedyś napiszę autobiografię zatytułowaną "Całe życie na słuchawach". Jeżeli nie można czegoś zabić, należy się z tego śmiać, dlatego dzisiaj pośmieję się z klientów.

1. Człowiek Starszej Daty


Charakterystyka: On się nie zna na tych wszystkich nowościach.

Typowa rozmowa:
- Pani, ja od razu mówię, ja jestem człowiek starszej daty, ja się nie znam na tych wszystkich nowościach!
- Dobrze, co się stało?
- Pani, bo ja to tylko telegraf i gołębie pocztowe, tera se telefon kupiłem, ja jestem człowiek starszej daty!
- I co z tym telefonem?
- Pani, my to nokio 3310 żeśmy Niemców zabijali, ja jestem człowiek starszej daty!
- To ile ma pan lat?
- Pięćdziesiąt.

Bycie Człowiekiem Starszej Daty to nie kwestia wieku, ale mentalności. Niczym prezes Kaczyński uważający nieposiadanie konta bankowego za jakiś godny pochwały przejaw konserwatyzmu, Człowiek Starszej Daty będzie bronił jak niepodległości dyskietek 5,5 cala i meblościanek. Należy zignorować utyskiwanie, być może za rok kupi sobie taką skrzyneczkę, w której jest ten cały internat.


2. Erotoman-gawędziarz

przepraszam, musiałam

Charakterystyka: Nie odpuści kobiecemu głosowi w słuchawce, choćby był to bot.

Typowa rozmowa:
- W czym mogę pomóc?
- A to zależy, gdzie pani mieszka, hehehe.

Erotoman nie wspomina zazwyczaj o seksie, to byłby już przypadek ekstremalny. Pieprzy farmazony o kawkach, delegacjach, które rzekomo miewa w każdym polskim mieście, kwiatkach, zimnych nocach itp. Erotoman-gawędziarz lubi sobie pogadać, ale chyba nie do końca uświadamia sobie, że głos nie mówi wszystkiego o człowieku. Miałam znajomą, która pracując w call center notorycznie trafiała na gawędziarzy. Przepiękny, głęboki kobiecy głos i 120 kilo wagi.
Znałam również gościa, z którym z kolei chciały umawiać się klientki, ale to był przypadek jeden na milion, ciepły i niski głos spikera radiowego.


3. Pan Biznesmen


Charakterystyka: Prowadzi handel obwoźny skarpetami i z jego tłustych dolarów bierze się moja wypłata.

Typowa rozmowa:
- Ja jestem u was w sieci już pińdziesiąt lat, mam przed sobą ulotkę z sieci X, dają mnie to, to i to i ja się pytam, CO PANI NA TO i co mnie proponujecie.
- W ramach abonamentu za czterdzieści złotych miałby pan...
- Ło Jezu, co tak drogo, ja pójdę z torbami, pani mnie przełączy do KIEROWNIKA!

O początkach takich biznesów można poczytać chociażby u Michała Witkowskiego. Funkcjonują do dzisiaj i to całkiem nieźle, mimo że Pan Biznesmen ledwie ogarnia podstawy obsługi mikrofalówki. Za to chce mieć IPhone'a S5 w kolorze złotym za złotówkę, abonament za dwie dychy i fakturę wysyłaną pocztą. Potem dzwoni z ryjem, że automatyczne aktualizacje nabiły mu rachunek za grube miliony i ponownie chce rozmawiać z KIEROWNIKIEM.


4. Paniusia

jestem zniesmaczona!

Charakterystyka: Jej osoba jest bynajmniej kulturalna.

Typowa rozmowa:
- Proszę PANIĄ, ja na mojego BLACKBERRY dostaję wiadomości od jakichś seks randek, to jest skandal, tu są dzieci!
- Z jakiego numeru?
- Proszę PANIĄ, ja nie muszę tego wiedzieć, ja jestem nauczycielką, pani sobie sprawdzi W TYM SWOIM KOMPUTERKU! Jak miałam IPHONE'A to tak się nie działo, tu są dzieci, ja złożę POZEW DO PROKURATURY!

Ignorantka i prostaczka, która uważa się za drugą księżną Kate. Ogląda głównie "M jak miłość", ale w liceum przeczytała "Mistrza i Małgorzatę", więc jest intelektualistką. Często bywa zszokowana, zniesmaczona, lubi zamknąć się z aromatyczną kawusią i pachnącą wanilią świeczką w swoim małym Soplicowie na pięćdziesięciu metrach w bloku, ponieważ dzisiejszy świat schodzi na psy i wszelkie wartości upadają. Po tym jak na przejściu ochlapał ją samochód, przez miesiąc dochodziła do siebie na oddziale psychiatrycznym.


5. Człowiek-Wata

to narasta i narasta, jeśli tylko na to pozwolisz...

Charakterystyka: To jest taki facet, taki hm, jakby to powiedzieć, w sumie to czasem też baba, ale niekoniecznie, zresztą mniejsza z tym, generalnie rzecz biorąc to on jakby dużo mówi, ale zasadniczo, tak w gruncie rzeczy to, hm, tak jakby właściwie to mało, no bardzo mało, niewiele w tym takiej jakby treści.

Typowy monolog:
- Bo wie pani, ja byłam na poczcie, ale takie kolejki były, bo to tak zawsze w soboty, to poszłam do banku, ale już zamknięte było, ale spotkałam szwagierkę po drodze, i ona mnie powiedziała, że ona to zawsze przez internet płaci, ale ja to tak nie korzystam, [uwaga na zabójcze combo - Człowiek-Wata Starszej Daty!] a ona ma telefon w sieci X, to ja jej mówię, że mniej by płaciła u was, no ale poszłam potem na tę pocztę, jak wróciłam z targu...
(trzy godziny później)
...no i chodzi o to, że ja już dzisiaj zapłaciłam tę fakturę, może mi pani powiedzieć, czy już się zaksięgowało u was?


Już niedługo możecie spodziewać się drugiej części, zapraszam również na świeżo upieczony fanpage.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...