Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lata 90.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lata 90.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Spiski kiedyś i dziś - "Z archiwum X"/"Mr Robot"

Nie przesadzając mogę stwierdzić, że "Z archiwum X" to jeden z najlepszych seriali, jakie widziałam. Zaskakująca i trzymająca w napięciu fabuła praktycznie w każdym odcinku, niesamowita atmosfera, złożone postacie oraz różnorodność antagonistów - od pedalskich wampirów i zmiennokształtnych po klasyczne, roswellowskie szaraki - to wszystko sprawia, że chyba każdy poza antyfanami gatunku znajdzie coś dla siebie. Przyznaję, że po latach ilość odcinków nieco mnie przytłoczyła, na początek obejrzałam dwa sezony - nieco naiwne, takie se jeśli chodzi o efekty specjalne i obfitujące w poduszki na ramionach oraz workowate marynary, co dla mnie stanowi jednak plus ze względu na klimat retro - potem oglądałam to, co dawali akurat na kanale weeb.tv, na skutek czego obejrzałam przez przypadek finał ostatniego sezonu. Potem zlikwidowali kanał, obejrzałam więc odcinki z różnych list typu Top 10, potem większość szóstego sezonu, który jest naprawdę zajebisty i jakoś tak to leci. Ale naprawdę szanuję ludzi, którzy obejrzeli wszystko po kolei, a tym bardziej ogarnęli całą mitologię.

Lata dziewięćdziesiąte i dwutysięczne dały nam coś, co ktoś ładnie określił jako ukąszenie daenikenowskie. Książki Daenikena były u mnie w chacie, w sumie nie wiem czemu (podobnie jak "Święty Graal, święta krew", książka, która zainspirowała Dana Browna) i uznałam wówczas starożytnych kosmitów za bardziej prawdopodobną opcję niż pierdy, które sprzedawano na lekcjach religii. Biedronka nie była taka jak teraz, że ciecierzyca, krewetki, świeże warzywka, chuje muje dzikie węże - pośród brudnych kartonów i pasztetów z psa sprzedawano tam gazetkę o znamiennym tytule "Prawda" (ktoś to pamięta? bo nie znalazłam żadnej wzmianki w necie, a szkoda), w której było dużo o UFO, samozapłonach i seryjnych mordercach. Na MTV była muzyka, na Cartoon Network Chojrak, a Discovery dawało co wieczór programy o mumiach i oczywiście UFO - piękne czasy.



Ogólnie chciałabym być jak Scully - zawsze opanowana, kulturalna, elokwentna i z wielką klasą. Mam trochę problem z jej katolicyzmem, ale Amerykanie chyba postrzegają katolicyzm jakoś dziwnie. Ulubione odcinki Archiwum? Póki co: "Home", który swego czasu wywołał skandal jako zbyt brutalny i szokujący, jednak współczesny widz zaznajomiony z produkcjami typu "Piła" może odbierać go bardziej jako kamp. "Ice", genialna reinterpretacja "The Thing" Carpentera. Seria "Anasazi"/"Blessing Way"/"Paper Clips" - dochodzenie do prawdy o UFO ukrywanej przez rząd z udziałem ekipy nerdów (genialni bohaterowie, muszę kiedyś obejrzeć spin-off) oraz Indian. "Bad blood" - komediowy odcinek o wampirach, but still better than Twilight. "Triangle" z wątkiem Trójkąta Bermudzkiego i statku uwięzionego w dziurze czasoprzestrzennej. "Dreamland", zamiana ciał, dużo akcji, elementy komediowe plus spory kawałek x-filowskiej mitologii. "Monday", czyli dzień świstaka, "Arcadia" - odcinek udowadniający, że mili ludzie to zaraza, w którym Moulder i Scully podszywają się pod parę nowożeńców w idyllicznej społeczności osiedla domków jednorodzinnych, wreszcie "Field trip" - kraina grzybów w hardkorowej wersji z halucynogennymi grzybami trawiącymi ludzi.

Niestety lata mijają, tracimy niewinność, oglądam filmik z autopsji kosmity, zrobiłam się bardziej Scully i myślę sobie, że wtf, kto normalny robi tak słabą dokumentację z badania istoty pozaziemskiej, w dodatku na kawałku obsranego stołu w laboratorium niewyglądającym na szczyt techniki i bez kombinezonu zakrywającego szczelnie ciało. Kupuję bardziej wersję Sagana niż Daenikena, spisek ukrywający odwiedziny istot pozaziemskich nie istnieje i bardzo mnie to martwi. Co innego złe korporacje rządzące światem. O tym jest właśnie "Mr Robot".

Żeby nie było - nie uważam, że grupa panów w czarnych garniturach ustala nieoficjalnie, co ma się zdarzyć i po co, nie wierzę w rząd światowy, NWO i całą resztę tym podobnego crapu (w "Archiwum" panowie w czarnych garniturach celowo byli mocno groteskowi, co strasznie mi się podoba, obecnie noszą ciuchy od projektantów). Niemniej jednak korporacje są obecnie równie potężne jak państwa, a co gorsza - chuja można im zrobić. Praca za miskę ryżu, inwigilacja w internecie, banksterka, lobbing, nawet taki banał jak sprzedaż gówna z syropem g-f zwanym dla niepoznaki jedzeniem, by następnie sprzedać niedziałające środki na odchudzanie - to są realne problemy, które nie dotykają nas jeszcze w tym stopniu co Amerykanów - plus zamieszkiwania peryferii Europy. Po prostu to wszystko nie jest scentralizowane, co lubią sugerować zwolennicy teorii spiskowych.



"Mr Robot" opowiada historię aspołecznego programisty z dziwną mordą imieniem Eliot, który pracując dla korporacji zabezpieczającej sieci komputerowe, nawiązuje jednocześnie kontakt z podziemiem hakerskim. Generalnie jakoś nie kupuję tych jego zaburzeń, ma sporo znajomych jak na zaburzonego typa, a objawy typu niechęć do dotyku to mam i ja i jakoś nie uważam się za chorą. Mniejsza z tym. Akcja rozwija się dynamicznie dzięki fajnie prowadzonym wątkom pobocznym - są dragi, zdrady, wycieki nagich fotek i ciężkie dylematy moralne. Eliot - mimo prób prowadzenia ustabilizowanego, zwyczajnego życia - czuje, że ze światem jest coś nie tak. Inwigilując ludzi w sieci, odkrywa ich najciemniejsze tajemnice i cały moralny gnój skrywany skrzętnie pod maską normalności.

W takiej sytuacji zastaje go tajemniczy Mr Robot, enigmatyczny przywódca hakerskiej organizacji, który nic nie mówi wprost, tylko wygłasza wyjątkowo wkurwiające teksty mające zapewne dać nam do myślenia. Spoko. Jest kilka teorii na jego temat, ja wstrzymam się przynajmniej do końca sezonu. Ogląda się naprawdę dobrze, więc polecam ogarnąć zanim zrobi się mainstreamowe i wszyscy zaczną przeżywać.

Aha - Martin Wallström w roli korpo-kurwy z wszechpotężnego Evil Corp jest przegenialny, dla mnie jest współczesnym American Psycho, który co prawda nie morduje, niemniej jednak ma swoje za uszami. Mocny wątek.

Jeśli chcesz mnie inwigilować na fejsie, zapraszam do polubienia.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Prawdziwa Lamperka już dawno, czyli o czym naprawdę jest Kraina Grzybów

Niespodziewanie nadszedł dzień, na który wiele osób czekało - w momencie, gdy już niemal zapomniałam o Krainie Grzybów pojawił się nowy filmik "Jak poprawnie telefon". Jeśli ktoś jakimś cudem nie zna do tej pory przygód Agatki i wiewiórki Małgosi alias Teufel alias Małgorzata 3000, polecam zapoznać się na początek z kanałem YT i spojrzeć na całość świeżym okiem bez zaburzających odbiór interpretacji.

Już po pierwszym psychodelicznym, hauntologicznym filmiku z serii wypoki i inne paranormalne zaczęły zadawać pytania - kto to stworzył i w jakim celu? Pojawiło się kilka teorii, m.in. ukrytego przekazu o wojnie atomowej (moim zdaniem bardzo prawdopodobna i nieźle uargumentowana), o skutkach zażywania narkotyków, o molestowaniu seksualnym. Prawicowe oszołomy doszukują się w Poradniku Uśmiechu obecności szatana Wypok z kolei twierdzi, że posiada niezbite dowody na komercyjny charakter całego przedsięwzięcia. Nawet jeśli tak jest, to szczerze mówiąc mam to w dupie, poza tym osoba licząca na zarobek zainwestowałaby raczej w produkcję koszulek minecraftowych czy "patriotycznych". A nawet jeśli celem twórców był zysk, to przy okazji powstał genialny projekt łączący nostalgię, lęki i różnego rodzaju corner-eye-stuff, którego nawet nie spodziewałam się odnaleźć w zakamarkach pamięci.



Pierwsze i podstawowe pytanie - czy wszystko musi być tworzone w jakimś celu? Kiedy ktoś wrzuca na youtube film z kotem czy parodię, nikt nie pyta, na co to komu i komu to potrzebne. Kiedy natomiast pojawi się coś faktycznie twórczego, mającego wywoływać w odbiorcy inną reakcję niż beka, zaczyna się ciężka rozkmina. Jako że większość popularnego contentu to właśnie beka, mniej lub bardziej udany sarkazm bądź też próba wkręcenia odbiorcy, to ludzie nie wiedzą, o co chodzi. Szczególnie, gdy groza miesza się z nostalgią, śmiechem i wieloma równoważnymi skojarzeniami.

Kraina Grzybów posiada niewątpliwą przewagę nad creepypastami. Po pierwsze - większość z nich tworzona jest przez gimbusów i dla gimbusów, jako nazbyt dosłowne i wtórne tłumaczenia czy interpretacje amerykańskich horror stories (chociaż mimo wszystko mam słabość do serii Holders). Po drugie - creepypasty straciły urok nowości i mimo, że potrafią wywołać dreszcz grozy, nie ma porównania z tym, co można by było przeżyć, gdyby faktycznie natknąć się na opatrzoną zdjęciem/filmikiem historię pozbawioną kontekstu, a przedstawioną jako prawdziwa. Tak samo, jak Blair Witch Project nie straszy już tak jak kiedyś, nie straszą również opowieści pachnące fejkiem na kilometr. Tylko ludzie, którzy spędzili ostatnie dziesięć lat w piwnicy łykną historię o nawiedzonych plikach czy Slendermanie. Tak btw - osobom lubiącym tego typu internetowe fenomeny polecam poczytać o Chip-Chan i stronie Normal Porn for Normal People - autentyki dziwniejsze niż fikcja, aczkolwiek druga pozycja to prawdopodobnie fejk - jak również zapoznać się z youtubowym kanałem How to Basic.

Wracając do tematu - głównym atutem Krainy Grzybów jest enigmatyczność. Żadnej informacji o autorach, żadnej wyjaśniającej cokolwiek interakcji z komentującymi, z rzadka wrzucane filmiki czy zdjęcia. Bez podlizywania się odbiorcy. Co prawda samą reakcję na projekt można podpiąć pod fejm, jednak przez fejm rozumie się bardziej popularność szafiarek - opartą na apoteozie fizyczności i konsumpcjonizmu, bez podtekstów i ukrytych znaczeń. Nie wiem zresztą, czy twórcom chodziło akurat o masową oglądalność wśród gimbazy, która zadaje dużo głupich pytań, a niekoniecznie chwyta wszystkie hauntologiczne smaczki.



Całość wykonana jest bardzo profesjonalnie, przemyślana i spójna - tutaj dochodzimy do interpretacji, która nasunęła mi się już na samym początku. Kraina Grzybów jest dla mnie jednym z najciekawszych projektów polskiej sztuki współczesnej, sztuki egalitarnej (bo internetowej), tworzącej fałszywe (mimo że pozornie znajome) obszary wspomnień, niepokojącej, inspirującej, surrealistycznej i wbijającej się w podświadomość, oscylującej między absurdem codzienności a nagim przerażeniem. Jest próbą nadania realnej formy półsekundowym lękom i przestrzeniom ze snów (jak u Kuśmirowskiego - napalam się zresztą właśnie wystawę "Palindrom" w Sopocie - czy Bąkowskiego, który bardziej niż Kuśmirowski skupia się na życiu prywatnym). Projekt wpisuje się w modny nurt hauntologiczny, tworząc jednocześnie całkiem nową jakość poprzez umieszczenie prac poza przestrzenią galerii czy nawet przestrzenią miejską. Pozbawione kontekstu spotykają się ze świeżym, pozbawionym uprzedzeń odbiorem i w ten sposób realizują zapewne cel twórcy. I faktycznie - w artykule zamieszczonym w Magazynie Szum autorka wspomina o niewymienionym z nazwiska znajomym artyście, który miał zmontować Poradnik Uśmiechu.

Jakie skojarzenia pojawiają się przy oglądaniu? Oczywiście stare programy edukacyjne, puszczane na lekcjach biologii czy fizyki z zajechanych kaset VHS, opatrzone przerażającą ścieżką dźwiękową i prymitywnymi animacjami. Poza tym pseudoluzackie teledyski z programów dla dzieci, reportaże, w których anonimowi rozmówcy występowali odwróceni tyłem i ze zniekształconym głosem (zawsze mnie to przerażało), telegry, programy kulinarne, pożółkły papier książek ze szkolnej biblioteki, przypadkowy repertuar japońskich kreskówek i teleturniejów - gimby nie znajo. To co nieodłącznie kojarzy się z dzieciństwem, z każdym kolejnym filmem coraz bardziej zjeżdża w kierunku grozy, rozkładu, choroby - zwróćcie uwagę, jak w najnowszym odcinku Agatka wykasłuje kwiaty. Wbrew moim obawom kolejne części nie są tworzone na jedno kopyto, zdaje się, że bohaterka dojrzewa i widoczny jest upływ czasu - pierwsze telegry, szminka, motywy techniki komputerowej (Małgorzata 3000). Czekam z niecierpliwością na kolejne części i zapewne poczekam kolejnych kilka miesięcy, ale warto. Fajnie by było, gdyby autor zainspirował się np. grami na konsole, UFO, filmami przyrodniczymi, kiepskim anime i brazylijskimi telenowelami... Całe bogactwo cudownego popkulturowego shitu, który zalał nas po '89 nadal czeka na odkrycie i reinterpretację. Kraina Grzybów nadal ma niewyczerpany potencjał.

środa, 4 lutego 2015

Dlaczego współczujemy Britney Spears, ale nie współczujemy Miley Cyrus

Zastanawiam się, jaka muzyka i jakie filmy będą wspominane z sentymentem przez dzisiejsze gimby. Rozmawialiśmy na angielskim o muzyce i wyszło na to, że o ile Nicky Minaj (zawsze odruchowo czytam to nazwisko jako "Mintaj") i Taylor Swift to gónwo, o tyle Britney i Spice Girls są super właśnie ze względu na sentyment. Co ciekawe, mile wspominają je również ludzie z Kolumbii i Indonezji, bo globalizacja. Każdy żałuje Britney, ale nikt nie żałuje Miley.





Było tak fajnie i tak się zjebało :<

Co jakiś czas na kwejkach i innych takich pojawiają się teksty o tym, jakie to lata 90. były fajne, bo nie siedziało się przed kompem, tylko biegało po podwórku, nadziewając na zardzewiałe gwoździe i nikt nie przejmował się tężcem, dzieci topiły się w gliniankach albo bawiły w pobliżu pracujących maszyn rolniczych. Plus zdjęcie kasety magnetofonowej i ołówka, gimby nie znajo, siedzą zapatrzone w ajfony i nie widują słońca. Poniekąd jest w tym racja, aczkolwiek szacowaną skalę zjawiska uważam za mocno przesadzoną, szczególnie kiedy wyglądam przez okno i widzę stada bachorów korzystające z dobrodziejstw zaśnieżonej górki.

Druga kwestia to ból dupy o nędzę i głupotę współczesnej muzyki oraz programów TV. Miałam okazję oglądać TV po raz pierwszy od długiego czasu i faktycznie mogę stwierdzić, że zmierzamy w kierunku idiokracji. W mainstreamowych mediach reklamy supli na niespanie, niesranie i zespół przeziębionej głowy (autentyk) przeplatane są programami, w których celebryci grają w bierki rozgotowanym makaronem pod wodą, a nastoletnie matki szukają męża rolnika. Nawet Discovery odchodzi od tematyki naukowej na rzecz odpicowywania samochodów, budowania domków na drzewie i nagiego surwiwalu. Z drugiej strony biedne anime, randki w ciemno i teleturnieje emitowane w latach 90. przez Polsat również nie były kierowane do tytanów intelektu, a kiedy w końcu założono nam kablówkę, namiętnie oglądałam "Bliźniaki Cramp", z kolei na Discovery interesowały mnie głównie programy o kosmitach.

Nie napiszę nic odkrywczego, ale wychodzi na to, że nawet kiepska muzyka i kiepskie programy bronią się po czasie, przepuszczone przez filtr wspomnień z czasów, kiedy nie wisiały na nami rachunki, kredyt czy widmo utraty pracy, martwiłyśmy się natomiast, czy ktoś poprosi nas do tańca na szkolnej dyskotece. Dlatego układając playlistę na domówkę, postaram się nie pominąć "Baby one more time".

P.S. Dzieciaki, które bawią się u mnie pod blokiem, są z przedszkola anglojęzycznego i rozmawiają z wychowawcą po angielsku. Nie da się ukryć, że pod pewnymi względami mają o wiele lepszy start od nas.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Zapomniany splendor lat 90., czyli znalezione w starym katalogu...

Znalazłam niemiecki katalog Neckermanna z 1990 roku, taki cholernie gruby, ma z tysiąc stron i jest w nim absolutnie wszystko, od ciuchów, poprzez meble i dywany, po sprzęt biurowy. Tak bardzo gniję, że po prostu muszę się tym podzielić. Zaczynamy od mody damskiej.



Kombinezony miały ponoć powrócić w glorii i chwale, ale jakoś się nie przyjęły. To powyżej to jeszcze pół biedy...



SUPER SUPER DAS IST SUPER



FANTASY







Gacie podciągnięte pod pachy.



Stroje kąpielowe w szalonych kolorach.



Wygodne piżamki, to po prawej podpisane jest "Anzug" :D



Aerobik z Jane Fondą. Czy coś w tym stylu.



I cała rodzina w komplecie :D



Ludzie biznesu, ludzie sukcesu.



Mutige Manner bekennen Farbe.



SUPER



Dzieci w najlepszym razie miały ADHD, w najgorszym zaś padaczkę.
Przechodzimy do wystroju wnętrz:



To jest dosyć psychodeliczne, zaraz zza zasłony wyjdzie karzeł w czerwonym garniturze i powie "ogniu, krocz za mną".



Przerażają mnie takie dywaniki w łazience, higieniczne to jak cholera.



Praktyczne rękawice kuchenne.



Co jak co, ale "nowoczesne" meble w tamtych czasach były szczególnie koszmarne. Podpis pod zdjęciem głosi, że nie są staromodne i w ogóle są fajne. Sądząc po minach użytkowników, mają również właściwości psychodeliczne.



Kojarzycie takie żelowe woreczki, które można podgrzać albo zamrozić i zrobić okład? Miałam takie coś na skręconą kostkę. Tu jest to samo, tylko w formie... biustonosza. Nie wiem, o co chodzi, może to na skręcone cycki.



Turystyczny aparat do masażu.



Gustownie odziany pan reklamuje boomboxa.





Gustowne telefony.



Szczotka do kibla w kształcie kota i kaczki oraz muszle w kształcie muszli.



I znów nie wiem, co mają w sobie te meble. Czy to teleporter?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Muzyczne dramaty mojego dzieciństwa

Zanim w gimbazie przerzuciłam się na Metallikę, Nirvanę, Black Sabbath i inne popularno-alternatywne gówna dla brudów, siedziałam w mainstreamie po uszy jak każde dziecko w podstawówce. Ostatnio obejrzałam ten skecz, przedstawiający świat, w którym muzyka poza popem została zakazana. Wspomnienia powróciły - wspomnienia straszliwych czasów rybaczek, oczojebnych kolorów, małych plecaczków, koszulek polo i czapek bejsbolówek. Tym samym powróciły wspomnienia, które zniszczyły mi dzieciństwo i nie był to bynajmniej kolejny odwyk Kevina Samego w Domu.

1. Enrique Iglesias i jego występ, który bezlitośnie obnażył brak jakiegokolwiek talentu do śpiewania. Obecnie dla każdego jest raczej jasne, że tego typu "artyści" nie wykonują sami utworów na koncertów, ale wtedy to był SZOK. Pamiętam, że koleżanka przyniosła do szkoły Tele Tydzień, gdzie ogromne nagłówki głosiły OMG ENRIQUE IGLESIAS OSZUSTEM! :D Poniżej można obejrzeć słynny występ:



Najgorsze jest to, że koleś żyje i ma się dobrze, a nawet nagrywa z gwiazdami typu Pitbull kawałki tak żenujące, tak maksymalnie gówniane, że nawet nie zalinkuję, możecie szukać na własną odpowiedzialność.

2. Lena Katina i Julia Wołkowa tworzące słynny swego czasu duet Tatu okazały się wbrew publicznym deklaracjom być całkowicie hetero. Ponownie - dorosły człowiek ogarnia, że takie zespoły są wybierane na castingu, a sama koncepcja starannie przemyślana przez marketingowców, niemniej jednak kiedyś wierzyłam w ich szczerość. Mało tego, na dyskotekę szkolną w szóstej klasie podstawówki przyszłyśmy z koleżanką przebrane w charakterystyczne spódniczki w kratkę, koszule i krawaty, na co pani polonistka poleciała do mojej mamy z oburzeniem, że CO ONE SOBO REPREZENTUJO. Piękne czasy.

Kiedyś dziewczyny wyglądały świetnie, teraz najwyraźniej coś poszło nie tak:


3. Sprawa nieco bardziej aktualna, ale wciąż bolesna. Kolejny idol dziewcząt, Ricky Martin, ujawnił swoją orientację seksualną. Wnikliwa lektura Pudla potwierdziła moje przypuszczenia - Ricky był przez wiele lat pod presją menadżerów, a homoseksualizm kłócił się z jego starannie wypracowanym scenicznym wizerunkiem. Ciekawe tylko, czy wieloletnia partnerka o tym wiedziała :P


A tak na serio, to czy on kiedykolwiek wyglądał na hetero?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...