Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sawyer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sawyer. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Kryminał fantastyczno-naukowo-metafizyczny - "Eksperyment terminalny"

Za dużo piszę o pracy ostatnio, pora zwolnić i skupić się na tym, co naprawdę liczy się w życiu.

Po "Starpleksie", który zapewnił mi naprawdę niezłą rozrywkę, sięgnęłam po kolejną książkę Sawyera - "Eksperyment terminalny". Lubię kryminały, lubię s-f, ale raczej rzadko spotyka się połączenie tych dwóch gatunków. A tu psikus.
Główny bohater, naukowiec Peter Hobson, odkrywa falę energii wychodzącą z ciała w momencie śmierci, nazywając ją roboczo falą duszy. Dla potwierdzenia swoich teorii dotyczących życia po śmierci tworzy trzy wirtualne kopie swojej osobowości wraz z pamięcią - jedna z nich została pozbawiona jakichkolwiek wrażeń cielesnych i ich wspomnień, druga świadomości istnienia śmierci, trzecia zaś pozostawiona bez zmian jako kopia zapasowa. Hobson, podobnie jak wielu innych przedtem (łącznie z narratorem "Mdłości") otrzymał w mojej wyobraźni ryj Chrisa Ecclestona.


ryj Chrisa Ecclestona - fotografia poglądowa

W międzyczasie Hobson dowiaduje się, że żona zdradziła go z lokalnym kurwiarzem i cwaniaczkiem oraz przeżywa ciężkie wizyty u nielubianych teściów. Wątki obyczajowe pojawiły się tutaj podobnie jak w "Starpleksie", co jest o tyle fajne, że bohaterowie stają się bliżsi czytelnikowi, który ma szansę odetchnąć nieco od czystego s-f. Pochłonięty pracą bohater musi jednocześnie ogarnąć sprawy osobiste, tymczasem eksperyment wymyka się spod kontroli - kopie korzystają z wolnej woli w świecie wirtualnym, który ma niepomiernie większy wpływ na real, niż w znanym nam świecie. Dane każdej osoby łącznie z historią chorób i preferencjami zakupowymi znajdują się w gigantycznej bazie, co daje kopiom ogromne możliwości.

Skasowanie kopii, czy to ręcznie, czy przy pomocy wirusa, okazuje się trudniejsze niż się zdawało, jako że posiadają inteligencję oraz wiedzę twórcy. Wkrótce dochodzi do tajemniczych zabójstw...

"Eksperyment terminalny" idealnie łączy oryginalny koncept z wciągającą fabułą. Akcja ani przez chwilę się nie dłuży, wzbudzając jednocześnie refleksję dotyczącą natury świadomości, pamięci i człowieczeństwa. Każdy rozdział rozpoczyna się doniesieniami prasowymi, ukazującymi konsekwencje, jakie mogłoby nieść ze sobą odkrycie nieśmiertelnej duszy, dylematy religijne, zahacza się również o kwestie takie jak aborcja i natura świadomości zwierząt. Zarówno wątki stricte naukowe, jak i dylematy moralne, podane są w sposób nienachalny i zgrabnie wplecione w fabułę. Po lekturze miałam poczucie satysfakcji niczym po pysznym, a jednocześnie zdrowym i pożywnym obiedzie.

P.S. Książka zdobyła Nebulę w roku 1995, akcja toczy się w 2011. Papieżem jest Benedykt XVI.

niedziela, 12 października 2014

Kosmiczna jazda bez trzymanki - "Starplex" Roberta Sawyera

Niczym nieskrępowana wyobraźnia, pełna rozmachu wizja dalekiej przyszłości, świat niezwykły i prawdopodobny zarazem, a do tego ciekawie przedstawione postacie - to właśnie "Starplex" Roberta J. Sawyera.



Podróże międzygwiezdne stały się realne, odkąd ludzkość odkryła sieć skrótów czasoprzestrzennych łączących najważniejsze punkty galaktyki - takie kosmiczne metro, zbudowane przez nieznaną cywilizację. Na ogromnej stacji kosmicznej Starplex oprócz ludzi przebywają dwie zaprzyjaźnione rasy. Waldahudeni to świniopodobne, kudłate istoty z mroźnej planety Monotonii, na której panuje matriarchat, jako że na jedną samicę przypada pięciu samców i muszą oni ostro rywalizować. Z kolei Ibowie (Ib to skrót od "integracyjnej bioistoty) stanowią melanż siedmiu niezależnych form życia, które łącznie tworzą coś w rodzaju stoliczka na kółkach, z siatką sensoryczną do odbioru bodźców i komunikacji, oraz "mózgu" w formie przypominającej arbuza. Istoty te żyją po 600 lat, największą zbrodnią w ich społeczeństwie jest marnowanie czasu, na Starpleksie zaś posiadają urocze pseudonimy typu Drezynka.

Brzmi spoko? Ale to jeszcze nic. Oprócz tego na zalanej wodą części Starpleksu mieszkają delfiny. Po tym, jak ludziom udało się z nimi skomunikować, okazało się, że jest to rasa równie inteligentna jak my, w dodatku świetni piloci. Dlaczego wcześniej delfiny nie nawiązały kontaktu? Bo nie uważały ludzi za godnych uwagi, w końcu mięczaki również posiadają muszle, tak jak ludzie łodzie i nie świadczy to o inteligencji.

Nie tylko ze względu na kulturowe różnice relacje między bohaterami bywają napięte, również między ludźmi pojawiają się kłótnie. Wszystko to jest psychologicznie wiarygodne, tym bardziej w zamkniętej przestrzeni stacji. Ale pojawia się konkretny problem - z jednego ze skrótów wychodzi coś wielkiego. Jebitnie wielkiego, idealnie okrągłego, bez śladu spawów, nitów czy jakichkolwiek łączeń. Po pobraniu próbek okazuje się, że obiekt wykonany jest z materii o niespotykanych we wszechświecie właściwościach...

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś książka zadziałała mi do tego stopnia na wyobraźnię. Polecam osobom o otwartych umysłach, tęskniących za niezwykłością i przygodą. Przyda się również jakaś minimalna wiedza fizyczna (typu czym jest wormhole albo ciemna materia), żeby nie zerkać co chwilę do wikipedii. "Starplex" pozwala oderwać się od rzeczywistości i przenieść się w niesamowity, dziwaczny, aczkolwiek teoretycznie prawdopodobny świat eksploracji dalekiego kosmosu. Lektura wzbudziła we mnie tęsknotę za innością i wiedzą, która pozwoliłaby przekroczyć nieprzekraczalne dotąd granice.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...