piątek, 14 lutego 2014

Idioci tygodnia plus krzywe teksty z nauki prawa

Koleżance wpadł klient, który zaczął rozmowę słowami "Chciałbym dokupić sobie dekoder do tego numeru". Ona, że nie mamy takich usług itp., ten twardo swoje, tłumaczy wszystkie parametry, ona, że telefony i internet, a ten że dekoder, że na pewno TV, że on wie. Dziewczyna zgłupiała i szuka, szuka, bo a nuż chodzi mu o jakąś usługę czy coś, a może inna firma w ogóle. Nie, na pewno nie.
Pyta klienta, skąd ma takie informacje. A bo taki pan przedstawiciel handlowy od was mówił, pani poczeka, ja sobie przypomnę nazwisko. Rozmowa trwa od piętnastu minut.
No to czekamy, już wszyscy zrobili się na niedostępny i słuchają. Gościu wraca, mówi, że pan Jakiśtam, a że mamy dwóch o tym nazwisku, to czy pan pamięta imię. Pani poczeka, ja mam zapisane, sprawdzę. Wraca po kolejnych pięciu minutach, obwieszcza triumfalnie imię, a tu zonk, nikt taki u nas nie pracuje. Drążenie tematu i kręcenie się w kółko trwa w najlepsze, na szczęście okazało się, że przedstawiciel zostawił klientowi ulotkę z ofertą.
Klient czyta. Zdanie po zdaniu. Rozmowa trwa od pół godziny. Sytuacja mniej więcej taka, jakby ktoś upierał się przy zakupie felg w sklepie spożywczym. Ale pan twardo czyta ofertę.
- Bla bla bla, takie i inne korzyści już za ileś tam złotych plus darmowa aktywacja możesz uzyskać już teraz w Telewizji N...
Chwila ciszy. On milczy, konsultantka milczy.
- O kurwa, zły numer wybrałem.
I się rozłączył.
Cała sala leży na podłodze i kwiczy, a tu wpada mi połączenie. Odbieram, przedstawiam się, a klientka:
- Proszę PANIĄ, ja mam taki problem, że nie mogę się zalogować na maila na Tlenie!

takie podsumowanie tygodnia

Incepcja wersja prawna:
Pogląd, że Sąd Najwyższy dokonuje oceny zgodności stosowanego w danej sprawie przepisu z Konstytucją, do czego jest zobowiązany, by nie orzekać na podstawie przepisu niezgodnego z Konstytucją, jest stanowczo krytykowany jako niezgodny z Konstytucją.

Po tym ustępie stwierdziłam, że czas iść na piwo. Tzn. ja rozumiem, o co chodzi, ale tak mniej więcej po minucie wpatrywania się w to zdanie. W kolejnym rozdziale prof. Jończyk zastanawia się nad zróżnicowaniem składek na ubezpieczenie zdrowotne i czy nie lepiej byłoby realizować ideę sprawiedliwości społecznej, finansując służbę zdrowia z akcyzy i VATu, jako - cytuję - podatku opłacanego przez wszystkich w zbliżonym wymiarze, w wyższym przez maniaków konsumpcji i prowadzących przez to niezdrowy tryb życia.
W sumie ma to sens, ale nie ogarniam, czy to ostatnie zdanie to sarkazm czy coś? Wyjaśni mi ktoś? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...