czwartek, 27 lutego 2014

Wychowanie w trzeźwości i zapobieganie alkoholizmowi - you're doing it wrong

Abstrahując od innych aspektów działalności Jaruzelskiego, jedna rzecz zdecydowanie mu nie wyszła, co gorsza do dziś wpływa na nasze życie. Nie od dziś wiadomo, że politycy lubią wprowadzać do powszechnie obowiązującego prawa to, co podpowiada im choroba psychiczna - współczesnym przykładem są ludzie słyszący krzyki mrożonych zarodków, natomiast Jaruzelski miał totalną jazdę na punkcie abstynencji. Pewnego dnia wracając do domu w sobotni wieczór dostał w łeb butelką i wódka wylała się na wyjściowy mundur.


Co by nie mówić, w PRL-u praktyka pisania ustaw w domu na kiblu nie była tak rozpowszechniona jak obecnie. Ale co tam facet tworzy w pięćdziesięciu artykułach i co swoją drogą obecny Sejm przez dwadzieścia parę lat istnienia uznał za warte kultywowania - to jest magiczne. Przyjrzyjmy się bliżej temu arcydziełu techniki legislacyjnej.

Dwa pierwsze artykuły to sensownie brzmiące, ogólnikowe postulaty kierowane do organów samorządu, przy czym oczywiście zakłada się również tworzeni Narodowego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W czym jak w czym, ale w tworzeniu programów nasza władza jest świetna, ostatnio mam wrażenie, że w co drugiej ustawie administracyjnej przewiduje się tworzenie jakiegoś Programu.

Nie będę się czepiać również przepisów o placówkach odwykowych, akcjach edukacyjnych itp., niech sobie będą. Podobnie zezwolenia - dopóki nie bierzemy przykładu z Norwegii, gdzie przy drugim zakupie alko w tygodniu przychodzi do ciebie opieka społeczna i pyta, jaki masz problem, jest ok.
Odniosę się za to głównie do słynnych ograniczeń nakładanych na sprzedawców oraz reklamodawców. Jak głosi definicja ustawowa, najbliższa okolica punktu sprzedaży napojów alkoholowych jest to obszar mierzony od granicy obiektu, zamknięty trwałą przeszkodą o charakterze faktycznym, taką jak krawędź jezdni, zabudowa, która ze względu na swój charakter uniemożliwia dostęp oraz kontakt wzrokowy i głosowy, mur bez przejść oraz ciek wodny bez bliskich przepraw Ponieważ jak wiadomo, mur albo ciek wodny jest w stanie powstrzymać Franka z Józkiem, którzy są wczorajsi i rozpaczliwie pragną piwa, a dopóki nie uzyskają kontaktu wzrokowego z bannerem "Monopolowy", nie pamiętają o tym, że go pragną.

I mój ulubiony przepis. Dotyczy reklam.

Art. 131. 1. Zabrania się reklamy i promocji na obszarze kraju napojów alkoholowych, z wyjątkiem piwa, którego reklama i promocja jest dozwolona, pod warunkiem iż nie jest kierowana do małoletnich lub prowadzona poprzez budowanie skojarzeń z:
1) atrakcyjnością seksualną,




2) relaksem lub wypoczynkiem,


3) sportem,


4) nauką, pracą lub sukcesem zawodowym,


5) zdrowiem lub sukcesem życiowym.

Tak swoją drogą, to z czym mają budować skojarzenia? Z chorobami, śmiercią i brzydotą?

3. Zabrania się reklamy, promocji produktów i usług, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego lub innym symbolem obiektywnie odnoszącym się do napoju alkoholowego.


5. Zabrania się informowania o sponsorowaniu przez producentów i dystrybutorów napojów zawierających do 18% alkoholu imprez sportowych, koncertów muzycznych oraz innym imprez masowych w jakikolwiek inny sposób niż poprzez umieszczanie na zaproszeniu, bilecie, plakacie lub tablicy informacyjnej związanej z określoną imprezą nazwy lub znaku towarowego producenta lub dystrybutora, z zastrzeżeniem ust. 6.
6. Informowanie, o którym mowa w ust. 5, może być prowadzone w radiu i telewizji pod warunkiem, iż będzie ograniczone wyłącznie do podania nazwy producenta lub dystrybutora napojów zawierających do 18% alkoholu, a informacja ta nie będzie prezentowana w telewizji przez osobę fizyczną lub z wykorzystaniem wizerunku postaci ludzkiej.


nie ma sprawy

Dalej mamy o niesprzedawaniu w szkołach, koszarach itp. oraz słynny przepis będący podstawą działalności gospodarczej gmin, czyli niespożywanie w miejscu publicznym. Poza tym alkoholu powyżej 18% nie można sprzedawać w ośrodkach szkoleniowych i domach wypoczynkowych (cokolwiek to znaczy).
Wyjątkiem są imprezy w remizie:

Art. 181. 1. Na sprzedaż napojów alkoholowych (...) jednostkom Ochotniczych Straży Pożarnych mogą być wydawane jednorazowe zezwolenia

Nie żeby jakiś partyjny relikt minionej epoki tworzący koalicję z obojętnie jakim rządem miał powiązania z OSP, o nie.

Jeżeli zaś chodzi o usytuowanie miejsc sprzedaży alko w pobliżu szkół i tych innych, to sprawa jest ciekawa, ponieważ tego typu kwestie, podobnie jak ilość punktów sprzedaży, ustala Rada Gminy. "Ustala" - czyli musi to zrobić, niemniej jednak poza bardzo ogólnikowymi sformułowaniami ustawy nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustalić ilość na tysionc pińcet sto dziewińset, a zasady potraktować luźno. Z jakichś jednak powodów nikt tego nie robi, mimo że jest to dla gminy czysty zysk (zezwolenia). Dlaczego? Chyba jakoś tak się utarło. W końcu jeżeli postawimy knajpę 150 metrów od szkoły, uczniowie polecą na wagary pić, co innego jeżeli odległość wyniesie 200 metrów. Podobnie od przedszkola, parę metrów wte czy wewte i mamy plagę nawalonych rodziców przychodzących po dzieciaki, z kolei sklep z alkoholem w pobliżu kościoła odciąga ludzi od wiary.
A na serio - wkurwia mnie, że w biedrze na Szerokiej nie ma wina i stąd te długie wywody.

A ponieważ...
...to wszelkie ustawki mają mniej więcej taką skuteczność jak plakaty propagandowe.


Nie mam nic do zapinania pasów ani zakazu używania twardych narkotyków, niemniej jednak mam wrażenie, że podstawowym założeniem polskiego prawa jest przekonanie o głupocie narodu. I konieczności regulowania aspektów rzeczywistości, które siłą rzeczy regulacji się nie poddają, poddają się za to mentalności i zwyczajom. A te zmieniają się bardzo opornie i na szczęście niezależnie od debilnych pomysłów zatwardziałych terminatorów z sejmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...