sobota, 27 lipca 2013

Mariole, czyli wkurzające kobiety w serialach

Nie wiem, po prostu nie wiem, dlaczego twórcy seriali tak często dodają jednemu z głównych bohaterów wkurzającą żonę/dziewczynę. Sama nazywam je Mariolami i mam wrażenie, że można wyróżnić dwa typy:
1) kobiety, które są sukami, zdradzają itp. - tutaj można pokusić się o teorię, że mają z założenia wnosić więcej akcji; no spoko, tylko dlaczego przy okazji są takie męczące i niewiele sobą reprezentują?
2) kobiety, które funkcjonują jako paprotka/na doczepkę do męskich gaci; może scenarzyści są jak Tolkien i po prostu nie umieją stworzyć ciekawej postaci kobiecej?

Poniżej kilka przykładów. Podejrzewam, że znalazłoby się ich więcej, wymieniam te z aktualnie ulubionych seriali.


Skyler White z Breaking Bad - nawet google podpowiada nam, co myślą o niej widzowie:


Skyler jest niewątpliwie sukowata, zdradliwa, z tendencją do rządzenia itp., niemniej jednak ze względu na ciężką sytuację życiową jestem w stanie wykrzesać z siebie trochę wyrozumiałości. Chyba ciężko być stabilną psychicznie, wspierającą partnerką, kiedy dowiadujesz się, że twój facet jest producentem metaamfetaminy. Moim zdaniem Skyler wypada całkiem życiowo w porównaniu z Marie.


Infantylna, zaburzona histeryczka. I tyle. Przypomina mi moją polonistkę z LO, która oglądała "M jak miłość", płakała po papieżu i była przekonana, że marihuana to twardy narkotyk dla totalnej patologii.

Z tego, co się orientuję, powszechnie nielubiana jest również Lori z Walking Dead.


Kolejna mimoza uwieszona niczym breloczek u męskich gaci. Do tego stopnia uzależniona od facetów, że... no, wiadomo. Motyw z nieplanowaną ciążą w czasie inwazji zombie sprawił, że zgniłam. Plus wieczne przerzucanie odpowiedzialności na wszystkich wokół, histeria, skupienie na sobie. W realnym świecie takie kobiety łapią sobie jelenia, który zapierdala na nie i ich bejbiki po 12 h, podczas gdy one siedzą w domu i jęczą, że są zmęczone/niedocenione/nie rozwijają się/nie mają kasy na kosmetyczkę.
Ale jak widać w serialu, jeleni nie brakuje. W sumie to Walking Dead strasznie mnie wkurza, praktycznie wszyscy bohaterowie to idioci i nikogo tam nie lubię. Niestety się wciągnęłam i nie mogę przestać oglądać. W sam raz na moje niskie ciśnienie.


Emily z The Ripper Street. Pierwowzór wszystkich Mariol, pierwsza postać nazwana Mariolą. Serial nie taki znowuż popularny, napiszę więc w skrócie, że mamy XIX-wieczny Londyn i detektywa prowadzącego sprawę Kuby Rozpruwacza (wątek ten nie został rozwinięty, w każdym odcinku mamy inną ciekawą historię, niestety póki co powstał tylko jeden sezon). Jest klimat, jest genialna fabuła i postacie, niestety przy gaciach naszego dzielnego detektywa dynda kolejna mimoza z końską szczęką. Pojawia się prawie w każdym odcinku, płacze za zaginioną córką i udziela isę charytatywnie, a poza tym nie reprezentuje sobą kompletnie nic. Jest rozwodniona jak lek homeopatyczny i w ogóle nie posiada charakteru. Nie wspiera naszego dzielnego detektywa, a wręcz przeciwnie - jeszcze trzeba się o nią zatroszczyć.

No i w końcu...


Powiedzmy sobie szczerze - Robb Stark jest idiotą. Po rozdziale o krwawych godach w książce obraziłam się na autora i rzuciłam go w kąt na jakiś tydzień, ale w sumie to się musiało tak skończyć. Niesłuchanie matki, bycie dobrym i szlachetnym, wreszcie zaś totalnie nieracjonalna decyzja o poślubieniu Jeyne.
Scenarzyści serialu poszli w dobrym kierunku, robiąc z niej sanitariuszkę z Powstania Warszawskiego, a tym samym nadając jej jakieś wartościowe cechy charakteru. Należy jednak dodać, że w książce takowych nie posiada. Jest piękna i nieśmiała. Nieśmiała i piękna. I takie tam.

Żeby nie było - są oczywiście wyraziste kobiece postacie serialowe, które lubię. Niemniej jednak mam wrażenie, że scenarzyści mają z nimi problem. Stąd takie zagęszczenie Mariol. Czasami ciężko wyjaśnić, co robią z nimi jakby nie było inteligentni faceci i czemu są przez nich tak cenione czy wręcz rozchwytywane (vide Lori). No nie ogarniam.

P.S. Jeżeli chodzi o Grę o Tron, jestem w teamie Stannisa. Dlaczego? Bo nikt go nie lubi i jest szansa, że dożyje końca serii.

4 komentarze:

  1. nie oglądałam innych seriali niż Gra o Tron, ale zgadzam się, że Robb Stark jest idiotą! Jakby się z choinki urwał i nie rozumiał, ze małżeństwo to nie uczucie w tym przypadku, tylko decyzja polityczna :/ goopi! Super tło z muszkami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam serial Sherlock Holmes ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ahahahahahaha rozjebałaś mnie xD Nieogarnięta Magdawu :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...